Karp smażony lub w galarecie, kutia, łazanki z kapustą i grzybami oraz inne pyszne, sprawdzone i wielokrotnie powtarzane przepisy na dania wigilijne.

Prezentujemy pracę konkursową:

„Jak to z kluskami ongiś było….”

Domowy makaron

–  Za moich czasów to inaczej było… – westchnęła babcia patrząc na wnuczkę wyciągającą zakupy z papierowych toreb.
– Tak, wiem, było inaczej… – potwierdziła wnuczka stawiając na stół puszkę z makiem z bakaliami i torebkę z makaronem typu „łazanki”.
Babcia przyjrzała się produktom.
– A do czego to?
– Kluski z makiem na wigilię.
– Z konserwy?
– Oj babciu, nie z konserwy, tylko z makiem przygotowanym do klusek, makowca, śląskich makówek… Kupuje babcia taką puszkę i robi, co chce.
– Kiedyś wszystko kupowało się osobno…. Z mąki, wody i jajka robiliśmy domowy makaron. Na wigilię miał kwadratowy kształt. Wszystkie kwadraciki były prawie takie same! A potem szykowało się mak.

Najpierw trzeba było go sparzyć. Wsypywaliśmy do miski i zalewaliśmy gorącą wodą. Stał kilka godzin. Potem odcedzaliśmy na sitku i mieliliśmy przez maszynkę do mięsa. Taką ręczną, na taką korbkę. Dwa razy przepuszczało się ten mak przez maszynkę. Było parzenie migdałów, aby łatwiej zeszła skórka. Cała rodzina siedziała, obierała migdały, kroiła orzechy włoskie, skórkę pomarańczową z pomarańczy z ubiegłego Bożego Narodzenia, czasami dodawaliśmy jakiś sztuczny zapach ze sklepu. Potem to wszystko mieszało się w misce, czekało dzień i noc, aż smaki przegryzą się. W Wigilię mieszaliśmy przyprawiony mak z kluskami i był. A dziś…. otwierasz konserwę, gotujesz te łazanki…. rodzina nie spędza czasu razem.
–  … Tę, jak nazywasz, konserwę wyprodukowali ludzie w zakładzie pracy. Ktoś musiał wykonać puszkę. Ktoś przygotował bakalie. Ktoś wrzucił mak do maszyny mielącej. Ktoś przypilnował urządzenie mieszające i umieszczające mak w puszce. Ktoś to przewiózł. Ktoś to sprzedał. Za wszystko trzeba było ludziom zapłacić. Podobnie z makaronem… Zobacz, ile osób po drodze zarobiło na chleb, na słodycze, może na prezenty dla swoich dzieci…
– Niby masz rację, ale to nie to co kiedyś… – westchnęła babcia i włączyła telewizor. Akurat nadawano stary, czarno-biały serial…

Grażyna Kulesza Szypulska
Łomża

♥♥♥

 Kolejna praca konkursowa:

„Karp po żydowsku na wigilijnym stole”

Pływający karp

Na początku była gefilte fisz czyli faszerowana ryba

Nie mylę się w tradycji świątecznej chyba

Z płatów karpia lub szczupaka filetowana

Z jajami warzywami była mieszana

Zaś z macą i przyprawami była podawana

Lecz to karp był i jest bezsprzecznie (mówię to grzecznie) królem wigilijnego stołu

Z nim (jak to z monarchą) nie było kłopotów narzekań ani mozołu

Niewiele mówił (otwierał raczej usta) czekał cierpliwie w beczce lub wannie

By potem już przystrojony i przyrządzony (nie wybrzydzał był w kucharza gustach)

Znaleźć się  w garnku lub brytfannie

Lecz nim przystąpisz do dzieła sprawdź był karp był czysty soczysty i oczywisty

Niezbyt dżdżysty mglisty i mulisty

Jego łuski winny lśnić blaskiem tęczowym

Jego oko zaś ogniem purpurowym

Rybę zatem trzeba oczyść oskrobać

Odciąć głowę usunąć oczy oraz skrzela skórę delikatnie zdejmować

Dokładnie umyć w wodzie czystej

jasnej bieżącej i perlistej

Ułożyć w garnku wraz z głowią karpia z dwoma wody litrami

Marchewką cebulą i przyprawami dobranymi

Potem niech królewski karp gotuje się na ogniu lekkim ledwie pełzającym

W tym czasie sieka się z ryby mięso z cebulą macą i jajkami na klopsiki sycące

Do wrzątku w którym bulion wrze rybny

Bulion o bursztynowym kolorze

Wlewa się trzy może cztery łyżki wody w lodowym wzorze

Wtedy czas nadchodzi na klopsiki gotowane przez godzinę

Pod przykryciem na maleńkim ogniu

Na nie czeka najbardziej rodzina

A gdy zdejmujesz pokrywkę ulatnia się zapach niebywały

Lecz ty kucharz doświadczony wytrawny doskonały

Gotujesz jeszcze dobrą chwilę

No umówmy się niecałą godzinę

Wreszcie studzisz potrawę klopsiki wyciągasz układasz na talerze

Bulion cedzisz delikatnie z wyczuciem dodajesz marchewkę z zupy do klopsików

W dobrej wierze wszystko zalewasz bulionu falami

I mrozisz w lodówce niskimi temperaturami

Karpia w tej wariacji w słodkiej odmianie podajemy

Wolno wszystkich migdałów rodzynków i lekkiej galarety próbujemy

Ta jest jak delicja wręcz marzenie smaku idealnego

Z żelatyny warzyw cebuli i soli utoczonego

Nim zjesz tego karpia przymknij oczy z lubością

Umyj ręce oczyść usta próbuj potrawę powoli z rozkoszą i lekkością

A życie twoje raz się na zawsze odmieni

Ciebie w szczęśliwego człowieka przemieni

Barbara Stosur
Nowy Sącz

Fot: pixabay.com

Podlaska Redakcja Seniora