Wszyscy kochamy święta za pierniki, makowca, zupę grzybową, karpia i nie tylko. Jest cała paleta smaków i zapachów, które przypominają nam święta i do których z nostalgią powracamy.

Poniżej prezentujemy pracę konkursową Haliny Wiszowatej w konkursie SMAKI.

Smaki dzieciństwa – gałuszki z makiem

Makówki w wiklinowym koszu

Smaki i zapachy dzieciństwa. Wspomnień mam dużo, ale ponieważ zbliżają się święta Bożego Narodzenia, napiszę o gałuszkach z makiem. W moim rodzinnym domu podawano je na wieczerzę wigilijną zamiast kutii.

Ja i siostra lubiłyśmy pomagać mamie w kuchni, zwłaszcza w przygotowywaniu różnych potraw świątecznych. Towarzyszyła nam często babcia, która opowiadała różne zabawne historyjki, związane ze świętami i śpiewała pastorałki. Unoszące się zapachy, przyjemnie łaskotały nasze nozdrza. To wszystko tworzyło magię  nadchodzących świąt.

Wyjaśnię, co to są gałuszki. Otóż, na wigilię mama zawsze piekła drożdżówkę z bardzo małą zawartością cukru. Taką wytrawną. Spożywało się ją zamiast chleba, ze śledziami, kapustą czy rybą. Trochę tego ciasta drożdżowego mama zostawiała  na gałuszki. Dalej, to było dla nas zadanie do wykonania. Dłońmi formowałyśmy małe kuleczki wielkości wiśni. To właśnie były gałuszki. Układałyśmy je na blaszce i … do piekarnika. Upieczone kuleczki wędrowały do miski i czekały na resztę składników.

Przepłukany mak mama parzyła wrzącym mlekiem, a po odsączeniu,
umieszczała go w makutrze. Ucieranie należało do nas. Czasami, gdy się zmęczyłyśmy, zapraszałyśmy młodszego brata do pomocy. On jednak, po chwili kręcenia, oddawał nam wałek. Szybko się zniechęcał, ale najchętniej zjadałby wszystkie smakołyki.

Następnym naszym zadaniem było łuskanie orzechów oraz obieranie ze skórki sparzonych migdałów. Orzechy mama krótko prażyła na patelni. Babcia siekała je na drobne kawałki, a my starałyśmy się podebrać choć trochę, bo prażone lepiej smakowały.

Kandyzowaną skórkę z pomarańczy mama robiła wcześniej, więc pokrojoną dodawała do maku. Należało jeszcze sparzyć rodzynki. Tym zajmowała się babcia. Do mamy należało połączenie wszystkich składników i doprawienie do smaku. Dodawała jeszcze naturalnego płynnego miodu, odrobinę mleka i cukru waniliowego. Mak dobrze wymieszała ze wszystkimi składnikami i połączyła z gałuszkami, a my jak te sępy czekaliśmy na degustację. Pierwszy oczywiście był nasz brat, a my drażniłyśmy się z nim, żartując, że nie zasłużył. To było pyszne, niebo w gębie, a ja i siostra byłyśmy dumne, że miałyśmy w tym swój udział.

Gałuszki z makiem zawsze przygotowywało się dzień wcześniej, przed wigilią, żeby nabrały wilgoci i przeszły tymi wspaniałymi aromatami. Korciło nas, żeby podjadać, ale babcia i mama były czujne, bo pewnie nic by nie zostało na wigilijną wieczerzę.

Halina Wiszowata
Podlaska Redakcja Seniora Białystok

Fot. pixabay.com