VIII edycja konkursu literackiego SREBRO NIE ZŁOTO – prezentacja utworów wyróżnionych przez Podlaską Redakcję Seniora.

Równorzędne wyróżnienia Podlaskiej Redakcji Seniora

Wyróżnienie

Kamil Dąbrowski z Białegostoku za wiersz Ukraina

 

 


Ukraina
Przez moje okno
Przechodził księżyc
Akurat kładł się spać
A ja wstawałem do życia

Rosa na poduszce
To echo trudnych snów
Rozmowy niedokończonych
Przerwanych pobudką

To nie było zmartwychwstanie
Raczej wskrzeszenie
I powrót do codziennych
Szaro-białych spraw

Nastał piękny lutowy poranek
Miał być tłusty jak pączek
Tymczasem nienawiść zwyciężyła
To nie jest marmolada!

Odtąd nic nie będzie takie samo
Bóg pokazał dzieciom dobrobytu
Że Post nie zawsze zaczyna się w Popielec
Czasami przychodzi w tłusty czwartek

Wtedy siada chuderlaczek na fotelu
I całkiem na serio szepcze przed czasem:
Prochem jesteś i w proch się obrócisz.

Nawracaj się, dopóki masz czas.

Wyróżnienie

Regina Świtoń z Knyszyna za wiersz Kobieta pośród traw

 

 


Kobieta pośród traw

Na drodze, która jej dziecięce stopy pamięta,
przystaje, wpatrzona w taniec kłośnych pióropuszy.
Z doniczek ziemi wylewają się kępami zmierzwione
ich czupryny, wsłuchane w skrzypce wiatru.
Niby rozwiane piórka ptaków rajskich
chylą głowy przed kobietą o posiwiałej skroni.

Owiana urokiem tuli spojrzeniem ich koronki
strzępiaste, szmaragdowe, miedziane…
Smukłe, jak niegdyś ona, pieszczotliwym dotykiem
muskają jej ramiona.

Trawy – mozaika nabrzmiała kolorami jesieni,
kanon rozfalowany armią motyli.
Płaczą wieczorną rosą za dniem minionym.

Zatrzymuje się kobieta w zadumie nad ulotnością
chwili.

Wyróżnienie 

Jolanta Maria Dzienis z Białegostoku za wiersz Zwierciadło

 

 

 

Zwierciadło

Konkursem poetyckim chcesz mnie z marzeń zbudzić
Nie bierzesz pod uwagę, że nie chcę się trudzić
Bo gdy nadejdzie pora, wiem to doskonale
Zwycięży tylko ten, kto pisze wiersze białe.
Nie lekkie strofy z gustem, klasycznie złożone
A nie lubię przegrywać, więc postanowione

Bredzę w gorączce? Już od dwóch miesięcy
Katar, ból głowy, dreszcze i kaszel mnie męczą
Możesz mieć więc rację, lecz spójrz na rozbieżności
Jakie w naszych utworach od wielu lat goszczą

Ty wersy prozy skracasz w niepojętym pędzie
Ja trzynastozgłoskowiec mam na podorędziu
Unikam wulgaryzmów, dbam o czystość słowa
Ty w swoich wierszach klniesz, jak chce maniera nowa
Czy mam na to przykłady? Może jeden podam
Do czego doprowadza ta koszmarna moda

Twierdzisz, że gołą d..ą przyświecam od rana
A ja jestem zalotnie roznegliżowana
Czyli mówiąc dobitnie w starym, dobrym stylu
Świtem biegam po domu w zwiewnym dezabilu

Kiedy czytam, co piszesz, jestem urażona
Tak jak każda kobieta, kochanka, czy żona
Pragnąca adoracji i romantyczności
A nie chamskiej odzywki pełnej złośliwości
Sekret alkowy? Nie ma tu nic do ukrycia
Sam mówisz, że poezja jest zwierciadłem życia!

Wyróżnienie

 Jolanta Czemiel z Białegostoku za prozę Herbata u mamy

 

Herbata u mamy.
Nie mów nic proszę Cię, no bo co można rzec, w takiej chwili?
Nie mów, że wrócisz tu, że odchodzisz na dni tylko kilka
Wyjdź ot jak gdyby nic, jakbyś szła kupić chleb do sklepiku…

Stara piosenka Stana Borysa trzeszczała w radiu i jak na złość nie mogłam jej wyłączyć, bo matka, po raz pierwszy po powrocie ze szpitala podśpiewywała kręcąc się po kuchni. Jej choroba zwaliła z nóg całą rodzinę, ale teraz miało być dobrze. Niech śpiewa.

– Tylko dla kogo? – mruknęłam pod nosem i wyjęłam naczynia z kredensu. – Te będą dobre? – spytałam, podnosząc do góry białą filiżankę z cieniutkiej porcelany z delikatnym, fiołkowym ornamentem.

– Te? Nie. Weź kremowe. Są grubsze. Jeszcze mi się trzęsą ręce, no wiesz przecież. – Matka uśmiechnęła się i zaczęła nalewać wodę do czajnika. Zakołysała się lekko. – Sobie weź jaką chcesz Aniu – dodała.

– Wezmę takie same – skwitowałam.

– Bolą mnie jeszcze te nogi. Dzisiaj przywieźli mi kule, ale nie dam rady z nimi chodzić. Ciągle coś zwalam. A leki, które przepisali…

Monolog ciągnął się do końca mojej wizyty. Byłam na to przygotowana. Lekarz uprzedzał, że chory może się skupiać tylko na sobie, bo strach paraliżuje zmysły, ból odbiera racjonalne myślenie, a nawet empatię. Ani razu nie zapytała co u mnie, jak się czuję, czy mi czegoś potrzeba, choć zwykle nie mogłam opędzić się od jej pytań. Teraz zabrakło mi jej troski. Na dodatek mój mąż Wojtek chce rozwodu. Nie, tego jej nie mogę powiedzieć. Jeszcze nie. Chwyciłam ją pod ręce i posadziłam na krześle. Dobrze nam w tej kuchni. Herbata zapachniała domem.

Wyróżnienie

Patrycja Sokołowska z Suwałk za wiersz Podróż

 

 

 

Podróż

kupiłam w niedzielę ostatni bilet na pociąg
do twojego miasta
konduktor powiedział że mam szczęście
miałam miejsce
żeby móc usiąść i zrzucić z siebie bagaż
podziwiać krajobrazy

spacer w parku w upalny poniedziałek
przypomniał mi że nigdy w nim nie chodziliśmy razem
w gorący dzień ani nawet kiedy padał deszcz
nie chodziliśmy nigdzie razem w twoim mieście
wolałeś chodzić z innymi wolałeś robić coś innego
teraz idę z nurtem rzeki – nie pod prąd

pływałam też w basenie i makijaż mi spłynął z twarzy
tak samo jak od łez na które nie byłeś wrażliwy
gdy mówiłam do ciebie jeszcze wierna i młoda
wieczorem spróbowałam słynnej sałatki paryskiej
w Paryżu na pewno byłeś szczęśliwy

opowiadałeś o tych podróżach z uśmiechem na ustach
główna ulica twojego miasta śmieje się nocami
karmi gasi pragnienie tańczy
przykrywa smutek zaspakaja potrzebę mówienia
sen ucieka i każdy chce czuć się szczęśliwszy
zakopując w sobie wszystkie codzienne świadome rytuały
wtedy nikt nie płacze

bilet powrotny nie było łatwo kupić
kolejka do kasy składała się z wielu osób
którzy chcieli wyjechać z tego miasta
kiedyś może wrócić kiedyś zatęsknić
za kimś kogo zostawili
za wspomnieniami które zostawili w twoim mieście

Wyróżnienie

Halina Wiszowata z Bialegostoku za wiersz Zmierzch lata

 

 

Zmierz lata

Włosy siwizną się mienią
Ręce spracowane
Dotknięte całusem czasu
Krok niepewny chwiejny
Stopy drepczą bardzo wolno
Tu i tam i w kółko
Coś zgubione położone
Nie wiadomo gdzie
Wzrok zamglony ale z iskrą
Zmierzch życia jak zmierzch lata
Lato a jarzębina już czerwona
Korale buzię wystawiają do słońca
Zieleń ustępuje miejsca purpurom
Woń dojrzałych owoców
Króluje wszędzie
Spada jabłko śliwka spada
I kończy się ich żywot
A może niezupełnie tak
Jeszcze mrówka się pożywi
A i jeżom coś zostanie
Ptaki dziobią jarzębinę
Pomarszczone już korale
Pędzi życie jak szalone
Stop! zatrzymaj się
Zmierz zapada coraz szybciej
Lato życia kończy się
Nowy etap się zaczyna
Jaki będzie kto z nas wie
Czy radosny i spokojny
Czy burzliwy i gorący
Może trudny i męczący
Boże chroń od passy złej

Wyróżnienie

Marek Mozyrski z Sokółki za wiersz W ciszy…

 

 

W ciszy…

W tym zgiełku, młynie naszego istnienia,
W trybach maszyny naszego życia,
Gdy czasu brak, gdy brak wytchnienia,
Gdy ciągle i ciągle jest coś do zdobycia.

Potrzeba czasami chwili ciszy,
Takiej bez świata zewnętrznego,
Takiej pewności, że nikt nie słyszy,
Gdzie słyszę tylko siebie samego.

Takiej bezkresnej, pustynnej pustyni,
Gdzie myśl na skrzydłach się unosi,
Gdzie nikt nie krzyczy, nikogo nie wini,
Gdzie cisza ciszę, o ciszę prosi.

Gdzie słychać powiek zamykanie,
Gdzie tętno, jak wodospad huczy,
Gdzie słychać czasu przemijanie,
Gdzie nikt tej ciszy nie poruszy.

Jak dobrze jest być w takiej głuszy,
Gdzie słychać, co jest w życiu grane,
Słychać głos serca, dźwięki duszy,
I myśli, te przez nas odrzucane.

Być tak w tej ciszy, sam ze sobą,
Cieszyć się ciszą, i z nią być,
Gdzie cisza ciszy jest ozdobą,
Tak zwiewną, jak pajęcza nić.

W ciszy odpocznie twoje ciało,
I myśl odświeży się od nowa.
Tych chwil, my mamy ciągle mało,
Częściej w nas gości krzyku mowa.

Jeżeli chcemy w pełni żyć,
I życia swego słyszeć brzmienie,
Częściej musimy w ciszy być,
To nam da spokój, ukojenie.

Wyróżnienie

Dionizy Purta z Białegostoku za prozę Moja ojczyzna

 

 

 

Moja ojczyzna

Piękna jest ziemia szeroki błękit nad nią, piękne wsie i miasta, gdzie ludzkapraca tętni. Piękny jest trud człowieka, co życie w lepsze zmienia, piękne kominy fabryk wysoko nad nami. Piękne ranne świeże łąki skąpane mgłami. Piękne górskie szczyty i radosny szum strumienia. Wesoła dumna, sercu bliska, czerwienią i bielą lśni flaga ojczysta. Nad Wisłą i Odrą nad polskim okrętem co płynie przez morza, nad szkołą, hutą, polem i zbożem, nad szybem górniczym – wesoła i dumna flaga ojczysta.
Piękny dom ojczysty do samego nieba, mocny jak potrzeba.

Drzewa wysokie a na nich ptak piosenki śpiewa. Kiedy bieleje wokoło, robi się wesoło, odmienia się też sad… bo śnieżek na niego spadł. Wybiegły dzieci i krzyczą z uciechy, jaki piękny jest ten świat. Śnieżek spadł. Jedne idą na sanki, drudzy lepią bałwanki, trzecie narty przypięły i ruszają w bieg, bo spadł śnieg. Pada śnieg, prószy śnieg, bielutki jak mleko. W sklepach gwar, w sklepach ruch, bo gwiazdka niedaleko. Idzie siwy mróz po lesie, wielki wór podarków niesie: dla niedźwiadka – miodu dzbanek, dla zajączka nauszniki, dla sikorek karmnik, dla wiewiórki- orzechów wór, a dla dzieci niespodzianki.

Tylko słońce co zaświeci, a krakusy z ziemi rosną – a ziemia staje się wiosną.

Przyleciały skowroneczki z radosną nowiną – Idzie wiosna! Wiosna idzie! śniegi w polu giną, zaśpiewały, zawołały nad oziminą. Przyleciały w bielutkich kapotkach bocianiska, klekotały, ogłaszały – Idzie wiosna! A na deszczu i słocie srebrnieją futra kocie. Kotki huśtają się na gałązkach i mruczą – nareszcie wiosna. Poranne błyszczy słoneczko, może na spacer byś poszła. Jaką mam sukienkę wziąć? Weź tą leciutką tę w kwiatki, zwiewną. I kapelusik – ten z różyczkami. I pantofelki te z dziureczkami.

Potoczek, był jeszcze chudy w lutym, ogromnie w marcu utył. Szumi, huczy, wciąż płynie jak wielki potok w górach. Słońce się uśmiecha, promienie wysyła a motylek wzniósł się nad łąką, w locie radośnie witał się z słoneczkiem. A gdy dosyć miał gonitwy, pytał kwiatków, kiedy rozkwitły. Wisła błękitna najmilsza rzeka już przed wiekami płynęła i jest zawsze razem z nami. Wstęgą owija Kraków sławny i dalej płynie do Warszawy, a morze na nią w Gdańsku czeka, spieszy się tam Wisła polska rzeka. Przez całą Polskę płynie, błękitna, najmilsza kochana.

Jaskółeczko! Wracaj do nas z daleka. Puste gniazdko pod dachem na Ciebie czeka. Niebo błękitne, obłoki srebrne na nim. Tylko Ciebie, Jaskółeczko, nie ma pod obłokami
i Bociek już klekocze i bazie kwitną w lesie, dopiero Ty, Jaskółeczko, prawdziwą wiosnę przyniesiesz. W ogródku cichutko, bo to jeszcze wcześnie, a już wzdychają, szumią kwitnące czereśnie. Listki cieszą się razem z nami, że są młodymi listkami. Maju, maju, co nam dajesz? Kwitnące łąki, wonne gaje, czym nasz gościsz? strumieniem szczęśliwości, bogactwem ziemi, morza, złotem zboża, czym nasz witasz? Dniem, co kwiat zakwita, zielonością młodą, światem pracujących ludzi! Domami co stoją nad Wisłą i Sanem, a pola co dzwonią pszenicą i żytem, złotym w ulach miodem. Znaczki na listach, uśmiechy na ustach – to Polska, to kraj nasz, to Ziemia Ojczysta. Sławię cię Polsko, piękna i żyzna, ziemio moich ojców moja Ojczyzna. Zachodzi już słoneczko za modry obłoczek, a mi już od grabienia zabolał boczek. Rozbolał się boczek i rączki, bom zagrabiła i zebrała siano z całej łączki. Zaszło słoneczko już jest na dole.
A u mojej matuleńki wieczerza na stole.
W Żelazowej Woli pod drzewem kołyska stała, a wiatr grał i śpiewał miękkie kołysanki na listkach. Nutka za nutką leciały nad podziw. Poszły w świat by wrócić tu, gdzie Chopin się urodził. Tu modrzew zasypiał w śnieżnej bieli, luli, luli! I ty zaśnij sosno, niech gałązki oszronne posną. I ty brzozo – i ty olcho w bieli. Zima wam pierzynę z puchu pościeli. Jak stary zwyczaj niesie pod zielone drzewo. Mikołaj prezenty przyniesie – łyżwy, narty i książki ciekawe. Promienie srebrne, a każdy promień ma jedno świąteczne życzenie. Przychodzi pierwszy dzień stycznia – Nowy Rok, a dnia przebywa na barani skok. Dzieci zanim się spostrzegły, na wczoraj powiedziały rok ubiegły. Śniegi puszyste już topnieją a marzec do psot skory i słońce złociste też wyprawia harce z upływającym marcem. Kłania się piękny świat cały i słońce z deszczem się splatają, a płatki śniegu dopomagają. Ptaszek siedzi na gałązce i oznajmia światu śpiewem, że kropelki deszczu ma na ogonie, które wysychają na marcowym słonku. Wracają do gniazd bociany i skowronki, a zielenią się lasy i łąki.

Ludzie szukają ukojenia. Obok lasów, łąk, pól w objęciach natury znajdują się ogrody. Może sztucznie stworzone, ale są prawdziwą ucztą, bo potrafią nakarmić spokojem zmysły. Od pierwszego spojrzenia widzimy barwy liści, kwiatów, czujemy zapach, poruszanie liści wiatrem. W dotyku przyjemne, mokre, delikatne, atłasowe, a jeszcze inne cieszą smakiem
i nakarmią. Wydzielają olejek eteryczny dezynfekują powietrze. Uwodzą kolorowymi kwiatami i jakby ogrzewają ogród. Jesienią i zimą stanowią szczególną atrakcją w kulistnej scenerii, tworząc wspaniałe, zimowe kobierce.
Zrzeszają wspólną pasję – działkowania – czyli pracę na świeżym powietrzu. Jakkolwiek by tej pasji nie nazwać, to ogród uszczęśliwia, inspiruje i pokazuje piękno zupełnie inaczej, wyraźniej. Potrafi zachować dzieła pozostawione w formie zdjęć, obrazów malowanych przez przodków, które przenoszą wstecz. Do dzikiej natury, pól porośniętych zbożem, połacie wrzosowisk, łąk, krajobrazów których dzisiaj już nie ma. Do czasów, w których panowała bioróżnorodność, a owady i zwierzęta miały nieograniczone możliwości pożywienia i schronienia na czas zimowego snu. Czar tamtych czasów, to poezja przeszłości, która inspiruje do zachowań proekologicznych i do życia w zgodzie z naturą. Równowaga między człowiekiem a środowiskiem mówi, że nie jest obojętny los planety, że tęsknimy za światem czystymi bezpiecznym. Wiemy, że najlepszym i najdoskonalszym architektem jest sama natura. To ona rozsiewa kwiaty, zioła i trawy. Tworzy niewyobrażalne piękne dzieła sztuki, które możemy jedynie odtwarzać, przenosząc inny wymiar na płótno czy pisząc wiersze. Nieustannie idziemy drogą do realizacji licznych nowych pomysłów by ogrody stały się otoczeniem przyjemnym  środowisku i pociągały tych co chcą działać na rzecz planety i przyjąć fragmenty miasta pod opiekę.

Zachodzące procesy tworzą harmonię. Przy udziale energii słonecznej, wody, składników pokarmowych zawartych w glebie, rośliny pochłaniają dwutlenek węgla tworząc cenną biomasę. Wzajemne powiązania zarówno ze strony flory i fauny, wspomagają rozwój, zdrowotności, a także chronią przed złymi niekorzystnymi warunkami środowiska, dzięki temu istnieje wzajemne wspieranie się organizmów tworząc ekosystem. Każdy szczep bakterii, grzybów jest otoczony naturalną siecią, która zapewnia równowagę sił. Starajmy się nawiązywać kontakty z przyrodą i porzućmy myśli wyższości nad nią.

 

Wyróżnienie

Wiesław Lickiewicz z Hajnówki za wiersz Do Pana Boga

 

 

 

Do Pana Boga

Panie Boże! Otwórz oczy!
Tak szeroko jak potrafisz!
Może dojrzysz ludzkie krzywdy…
Których nie da się przebaczyć!

Śmierć tysięcy matek, dzieci…
Ojców, dziadów, braci, sióstr…
Jest wyrocznią… tylko diabła…
Który pokój… wojną zmógł!

Tylko Ty powstrzymać możesz…
Panie Boże Wszechmogący…
Tego, który serca niema…
Który zieje kwasem żrącym!

Może nastał… Sądny Dzień?
Może to już… Koniec Świata?
W Biblii o tym wieści sporo…
W Niej uśmiercił też brat brata!

Patrzę w Niebo! W Twoją twarz!
I Błagalnym głosem wołam!
Jeśli Ty nam nie pomożesz…
Ziemskie życie wkrótce… skona!

Wyróżnienie

Elżbieta Kasperek z Białegostoku za wiersz Nawłocie

 

 

 

nawłocie
przychodzą
pod koniec lata
jak długie złote
włosy czesane wiatrem
pod coraz bardziej
przejrzystym niebem
to słońce co spadło
tysiącem promieni
na ziemię
i świeci ona
blaskiem nie odbitym
i można się w nich ukryć
zapomnieć
czuć się bezpiecznie
jak dawniej, gdy wszystko
takie proste
jak ręka mamy
na głowie
i oczy ojca
takie niebieskie

fot.pixabay.com

Jolanta Falkowska
Podlaska Redakcja Seniora Białystok