Świadomość i wirus

Ktoś pomyśli sobie, że
Znów się czepiam, czegoś chcę.
A ja tylko wiedzieć pragnę,
Czy mam walczyć z małym diabłem?

Pochodzimy przecież ze wsi.
Nikt się z niczym tu nie pieści.
Chłop prawdziwy wtedy wierzy,
Kiedy widzi coś, lub dzierży.

Lecz na szczęście media mamy,
Których nieraz też słuchamy.
Dzięki ich medialnej mowie,
Coś zostaje w naszej głowie.

Dobrze wiem, że chłop jest chłopem,
Ale o tym może potem.
Teraz róbmy, to co trzeba
I nie śpieszmy się do nieba.

Walczmy z nim jak równy z równym.
I niczego się nie bójmy.
W walce tej nam Bóg pomoże!
Dzięki Ci za wsparcie Boże!

***

Staw i żabi chór

Tam, gdzie zapach tataraku,
Rozdmuchuje wiatr wśród wód,
Wieczorami i o świcie,
Brzmi na głosy żabi chór.

Wodne lilie i kaczeńce
Z kwiatem tuż nad lustrem wody,
Uwijają się w rytm tańca
Z ostatniego stylu mody.

Nawet czapla długonoga,
Polująca na coś w wodzie,
Słysząc piękne żabie głosy,
Zapomniała o swym głodzie.

Lecz po chwili w pełni świadom,
Z rybą w dziobie znikła w mroku.
Ucichł też jej skrzydeł szum.
Zapanował względny spokój.

Żaba nie jest piękną panną.
Można kochać ją lub nie.
Ja za żabią pieśń poranną,
Oddam to, co tylko chcesz.

Kocham bardzo żabi chór,
Lub jak mówi się ,,kumkanie’’.
Kocham mały staw wśród pól
I kaczeńców z lilią taniec.

***

Polne kwiaty

Ludzie mają rożne gusta.
Różne wady i zalety.
Do nich także ja należę.
Jest mi przykro lecz, niestety!

A to piszę tylko po to,
By się jakoś wytłumaczyć.
Kocham bowiem polne kwiaty,
Tak, że po nich nawet płaczę!

Może jestem prymitywny,
Taki co to mówią ,,ze wsi’’
Dobrze wiem ,że jestem inny.
Lecz to wcale mnie nie złości.

Kocham zapach dzikich róż.
Złote jaskry pośród zbóż.
Kocham chabry szafirowe,
Kłaniające się do stóp.

Kocham złote mniszki polne
Na łodyżce w kształcie rurki
I stokrotki wielobarwne
Na wianeczek dla maskotki.

Co tam grządki i rabaty.
Co tam róże hodowlane.
Najpiękniejsze moje kwiaty,
Są te polne z łąki rwane.

***

Prawda o wsi

Nie znajdziesz w tym miejscu już wsi,
Która od wieków tu była.
Już tylko bzy koralowe,
Miejsca ogrodów wskazują.

Znikła przed laty ostatnia już chata.
Nie ma już ławek ni płotów,
Które były miejscem do spotkań
I naszych młodzieńczych zalotów.

Jeszcze tylko jabłonie i grusze,
Choć porośnięte już mchem,
Wciąż jeszcze kwitną, rodzą owoce,
Traktując przeszłość jak sen.

W miejscu gdzie kiedyś była ulica,
Spod trawy nieraz wygląda bruk.
Który pamięta prastare czasy,
Gdyby on jeszcze tak mówić mógł?

Być może za lat jeszcze kilka.
Nie dłużej niż za dekadę,
Spotkamy z pewnością tu wilka
I małych wilcząt gromadę.

Kiedy powracam do wspomnień,
Kręcą się łzy w moich oczach.
Nigdy tej wsi nie zapomnę,
Jak Matki, Rodzeństwa i Ojca.

***

Wiosna w lesie

Zapach mówi sam za siebie.
Wiosna wkoło, wiosna w oczach.
Jest przed tobą i za tobą.
Wiosna w lesie jest urocza.

A olejki eteryczne
Z sosen, świerków czy jałowców,
Tak działają fantastycznie,
Że aż chce się tam oddychać.

Runo leśne, jak i ściółka,
Wiosną zmienia się w gobelin.
Na nim kwiatki, jak lusterka,
Lśnią w słonecznej aureoli.

Ich kolory jak brylanty,
Od szmaragdów po rubiny
Są prawdziwym naszym skarbem.
Naturalnym i jedynym.

Oczy w lesie cieszysz barwą.
Płuca cieszysz aromatem.
Uszy słyszą to co pragną.
Dzięki Ci mój Lesie za to!

***

Rok 2020

Liczba piękna i parzysta.
Dwójki dwie i zera dwa.
Świadczą, że jest towarzyska.
Nie powinna być więc zła.

Cyfry piękne jak łabędzie,
Pływające w zgodnej parze.
Ale jak naprawdę będzie?
To się wkrótce już okaże.

Bo z cyferką jak z cukierkiem.
Nie wiadomo co jest w środku.
A kierując się papierkiem.
Możesz częściej być w wychodku.

Zestaw tych uroczych cyfr.
Tworzy coś na kształt zagadki.
A ukryty wśród nich szyfr,
Do złamania nie jest łatwy.

***

Nieproszony, to intruz

Z wielkim trzaskiem drzwi otworzył.
Wpadł do izby jak huragan.
Aż w kominku ogień ożył
I się z drewnem zaczął zmagać.

Jakby tego było mało,
Pooglądał się dokoła
I do drzwiczek ruszył śmiało,
Jakby chciał się za nie schować.

Wiedzieliśmy już po chwili,
Że ten intruz to zbój zwykły.
Nie ma czemu więc się dziwić,
Jest po prostu wiatrem dzikim!

Dzikim, bo nieokrzesanym,
Któż przychodzi nieproszony?!
I choć siedzi już w kominie,
Czuje się niepocieszony.

***

O woźnicy, koniu i furze

Jeszcze tylko smutne wierzby,
Które rosną tuż przy drodze,
Pamiętają wiejskie wozy,
Zaprzężone w parę koni.

A woźnicy gromki krzyk
I świst bata nad ich łbami,
Był jak w aucie moc silnika,
Którą zmienia się biegami.

Bat o którym tu wspominam,
Nie był jakąś tam błahostką.
Wiązać rzemień w zmyślne węzły,
Było sztuką wskroś mistrzowską.

Nie uświadczysz już zaprzęgu,
Zwożącego z pola snopki.
Lub ziemniaków wielkie wory,
Gdy nadchodził czas wykopków.

Kłęby kurzu polnej drogi,
Wzbijające się ku górze,
Obrastają już w legendę
O woźnicy, koniu, furze.

***

Samotność, to pożar

Najgorsze co nas spotyka,
To nasza samotność wśród ścian.
A wyglądanie przez okno,
Jest niegojeniem się ran.

Każda rozmowa, spojrzenie,
Czy nawet czyjaś obecność,
Jest wielką ulgą w cierpieniu,
Które często trwa wieczność.

Nie bądźmy więc obojętni,
Na ludzi samotnych, sędziwych.
Oni do rozmów są chętni,
Są jeszcze przecież wciąż żywi.

Każda samotność jest ogniem,
Który w nich duszę wypala.
Gaśmy ten pożar w zarodku
I chodźmy z nimi rozmawiać.

***
Czekam na…

Czy coś jeszcze się wydarzy,
Co odmieni moje życie?
O tym pewnie każdy marzy,
Kiedy budzi się o świcie.

Chociaż nie wiem na co czekam,
Serce głowie podpowiada,
Że to ,,coś’’ jest niedaleko,
Że to ,,coś’’ się do mnie skrada.

A niewiedza choć najlepsza,
Jest od każdej prawdy gorsza.
Tu przytoczę myśl rybaków,
,,I śledź dobry, gdy brak dorsza’’.

Pora poznać niewiadomą.
Niech się dzieje to co chce.
Niech ujawni się już w końcu!
W niepewności żyć jest źle!

Zawieszona gdzieś w przestrzeni.
Gorsza od najgorszej prawdy.
,,Niewiadoma nic nie zmieni!’’,
Lecz czy tego pragnie każdy?

Wiesław Lickiewicz