Józefa Drozdowska

Wyjazd*
powóz zaprzężony w dwa konie stoi w rzece_pixabay.com

Do wiosny jeszcze daleko, roztopy pierwsze
w polu. Tęsknota, która dopiero co się poczęła,
skowyta u kół jak pies pozostawiony po raz
pierwszy sam w domu. Siedzę z matką w powozie,
wywożona nie tyle potrzebą, co racją. Nogi
spowite w koce i ciemność taka za mną, i ciemność
jeszcze większa przede mną – światła latarni
próbują je rozjaśnić. Rozgrzać dłonie w mufkach
zziębnięte jak szczenięta. Jedno – to światło
serca – ono za domem wciąż spogląda. Drugie –
to światło nadziei – ono przed konie rzuca
swój blask. Woźnica wie już, jak nas przewieźć.
Wychyla się z kozła i batem rozcina ciemności
na krzyż. W kałużach widzę dwa konie – jeden brązowy,
drugi płowy – dwa losy w pola i lasy mnie wiozą.
Za którym pobiegnę jak to szczenię? Do którego przypadnę
jak do rozeznania? Siedzę z matką w powozie wywożona
nie tyle potrzebą, co racją. Spowita w ciemności,
z latarnią za mną i drugą – daleko przede mną.
Ona – matka – stanie się wnet tylko westchnieniem,
i już nie przejrzę się w wodzie na drodze. Brązowy
koń, ten mnie powiedzie? Płowy koń, ten mnie uprowadzi?
Woźnica wnet zejdzie z kozła, lejce w me ręce powierzy.
Wysokie koła zaskrzypią w błocie, zatopią się w błocie,
bym pamiętała zawołać na światło, nim wezmę je w ręce.
Tęsknoto, jak szczenię przypadnij do kół mego powozu,
do rąk mych się przytul, gdy będę sama. Skowytaj, aż
ci odpowiem, że widzę, że wiosnę dostrzegam przed sobą.

* Wiersz inspirowany obrazem Alfreda Wierusza-Kowalskiego „Wyjazd powozem” 

z tomiku: Do cykorii podróżnika, Warszawa 2011, s. 67

Jolanta Maria Dzienis

Dziewczynka w kapeluszu
za kapeluszem widnieje zdjęcie okładki książki_pixabay.com

W czerwonej sukience w białych pantofelkach
Biegnie przez ulicę dziewczynka niewielka

Na zwichrzonych lokach zgrabny kapelusik
Ozdobiony piórkiem gołębim nie strusim

W ręku rulon z kokardą ciasno zawinięty
Ulubionej książki zawiera fragmenty

Policzki jej płoną jak poranne zorze
Z wysiłku bo dzisiaj spóźnić się nie może

Już za pół godziny w klubie obok stacji
Będzie prezentować sztukę deklamacji

Z przyrodzonym wdziękiem bez mrugnięcia okiem
Postraszy zebranych  groźnym Dżabbersmokiem*

Dziwnymi słowami zaskoczy słuchaczy
A potem im wszystko biegle wytłumaczy

Gdy zbierze wyrazy uznania najszczersze
Skłoni się i pójdzie składać własne wiersze…

* postać z powieści Lewisa Carrolla „O tym, co Alicja odkryła po drugiej stronie lustra” w tłumaczeniu Macieja Słomczyńskiego

Urszula Krajewska-Szeligowska

w teatrze życia
mężczyzna z batutą w ręku dyryguje orkiestrą_pixabay.com

może pójdziemy na koncert?
koncert masz za oknem
miałam w maju to był słowik
maj minął tylko koncert kruków wron gawronów
oszałamiająca muzyka prawda?
 miła dla twoich uszu

balet? wolę balety!
gdyby choć powiedział
patrz jak tańczą płatki śniegu za oknem

to może kino?
jakaś ekranizacja klasyki na przykład
popatrz mówi jaka akcja
van Damm Stallone
 jeszcze raz uderz
 no na co czekasz!

może opera albo teatr?
operowym głosem śpiewała
gdy padały ciosy

potem w teatrze życia
odegrała Klitajmestrę


Irena Słomińska

***
mężczyzna w czapce, z fajką w zębach z zabandażowanym uchem_pixabay.com

Wirujące słońca
van Gogha
ruchome zboża
van Gogha

ruchliwe cierpienie
wibrujący ból

nie słyszeć to zbyt piękne

odcięte ucho

Poezja
z książki wypływa rzeka na łąkę pełną kwiatów_pixabay.com

Czym bywa poezja? Natężeniem głosu.
Natężeniem szeptu. Słowem – kilofem,
wydobywającym czarne złoto.
Wodą wypłukującą jego blask.
Słowem rozkwitającym i umierającym.

Prowadzisz mnie za rękę ścieżką wersu.
Odbijam się w niej – zwierciadle, drodze.
Ona odbija się we mnie.
I z chwili na chwilę rodzi nową jakość słowa.
Scalanie świata i jego rozpad wciąż się stają.
Zaklęcie i przekleństwo współistnieją.

Tak zdarzyły się wiersze. Zderzyły się z tobą.
Nieobojętne, choć obce.
I najbardziej twoje.

Zdarzył się na mojej drodze osobny poeta –
samorodek.
Wypłukały go nasze wspólne deszcze.
I uklękłam przed słowem nazwą.
Była moim tajemnym imieniem.

Marek Ustymowicz

EKSPONATY
rzeźba matki tulącej dzieci_pixabay.com

niezliczone nieme posągi
odwiecznie polująca Artemida dziś
ślepo wpatrzona w młodego
przystojnego Dawida szykującego się do walki
obok Madonna della Pietà z Jezusem
zdjętym z krzyża jakby chciała
coś jeszcze uratować
i bezradna Wenus z Milo bez rąk
a dalej Le Penseur wciąż zadumany
nie może uwierzyć jak mogło do tego dojść

na ścianie jakże wymowna achromatyczna
Guernica Pabla Picasso przypomina o hołdzie
zniszczeniom jakie dokonali zbrodniarze
i Krzyk Edwarda Muncha przerażony
ogromem wystawy
a może jedynie przywoływał siódme
zaginione Słoneczniki Van Gogha.
i wszystko to
wszystkie dzieła
które nie sposób nawet wymienić
subtelnie podkreślała
Trwałość pamięci Salvadora Dali
upamiętniając dostojne chwile
Wystawy Matki
tak…
błoga chwila
wszystko czego dusza artysty zapragnie
– największe dzieła w historii sztuki
na Wystawie Matce w Krupnikach

Andrzej Wróblewski

OBLICZA SZTUKI
obraz z różnego koloru barw, rozlanych po płótnie_pixabay.com

Sztuka zmienia swe oblicze
W zależności od epoki,
Coś, co wczoraj było kiczem,
Dziś się wznosi pod obłoki.

Coś, co przedtem potępiła
Bez litości słów krytyka,
Dzisiaj błyszczy niby brylant
I dla wielu – to klasyka.

Były czasy malowideł
Przyjmowanych obojętnie,
Dziś dostały jakby skrzydeł,
Wszyscy patrzą na nie chętnie.

Napisano moc powieści,
Gdzie pozornie brak wartości,
Dziś dostrzega się w nich treści
Przełomowe dla ludzkości.

Zmienia miejsce więc w kulturze
Obraz, powieść, rzeźba, dramat,
Przyczyn nie chcę szukać dłużej,
Wszystko sprawia to reklama.

ROLA SZTUKI
obrazy wystawione na ulicy pod parasolem_pixabay.com

Jest sztuka symbolem detalu,
To tam błyszczy cała jej krasa,
Na sztuki spoglądasz bez żalu,
Gdy zjawi się ich cała masa,

Bo w masie nie mogą się sztuki
Wychylić nad poziom swej głowy,
Znikają spychane na bruki
W tym tłumie z natury hurtowym.

Nie może pokazać cech swoich
Niezwykłych i godnych wspomnienia,
Gdy masa z tych cech ją okroi
I wrzuci do wnętrz zapomnienia.

Więc przystań, przechodniu, gdy pcha się
Tłum, który brukową gnie kostkę
I popatrz, być może w tej masie
Dostrzeżesz ciekawą jednostkę. 

Jadwiga Zgliszewska

Zapraszamy do Węgrowa
Budynek sakralny_Bazylika Mniejsza w Węgrowie. Przed nim część Rynku z małą fontanną_J. Zgliszewska

Tam, gdzie Liwca stare wody wolno płyną,
gród z historii i tradycji swojej słynie,
a wieść o nim w całej Polsce się roznosi.
Niedźwiedź w herbie oraz trąby Radziwiłłów
obwieszczają głośno, że jeszcze nie minął
dawny miasta tego – złoty wiek świetności.

W czele z dumną zabytkową Bazyliką
czworobokiem staromiejskich kamieniczek
opasany kontur Rynku Mariackiego.
Tu codzienność lubi splatać się z legendą,
mitem, wróżbą i przekazem, co zaklęte
w czarodziejskim Lustrze Mistrza Twardowskiego.

Włoch, co w dobie renesansu z fresków słynął,
ubogacił nimi hojnie dwie świątynie.
I w obrazy – z woli Jana Dobrogosta,
bo Krasińskich ród zarządzał owym grodem,
roztaczając swoją pieczę nad Węgrowem.
Mecenatu sztuki hojny ślad pozostał.

Opuszczając więc historii kart kurtynę,
dobrze wiesz, że miasta tego nie ominiesz.
Gdy tu wdepniesz – samo serce ci podpowie:
Jak tu przeszłość pielęgnują w tym Węgrowie!
Otwierając więc szeroko grodu bramy
– zapraszamy! Do Węgrowa zapraszamy!

Jest taki obraz
obraz mężczyzny w błękitnych szatach z aureolą wokół głowy_pixabay.com

Bez nachalnych deklaracji
a ciągle przemawia
bez patosu przepychu blasku
bez wytwornych szat
w ołtarzu bocznym
Bazyliki Węgrowskiej
jakby trochę ukryty
a jakże widoczny
nowy obraz
Jezusa Miłosiernego
od którego
nie odrywam oczu
zatopiona w dwie smugi
otchłanie
zdroje niewyczerpane
miłosierdzia
przebaczenia
zaufania…
[…]

przeto jeszcze raz przywołuję
tę z bocznego ołtarza Postać
wiecznie otwarte serce
zawsze gotowe przygarnąć ręce
ocean miłości w oczach

Jezusie Miłosierny z obrazu
w dostojnej świątyni Węgrowa
co blaskiem rozjaśniasz jej mroki
w obietnic bezgłośnych słowach

patrzę na Ciebie raz jeszcze
i już wiem, że od nowa
jestem zaufać gotowa!

 

fot. pixabay.com

Podlaska Redakcja Seniora Białystok