Za chwilę koniec karnawału. Spędzam ferie ze swoimi lubelskimi wnuczętami, które w tej chwili mają ferie, była piłka nożna (ja na bramce), gry planszowe, zabawy w tajnych agentów, czy w archeologów. Dzisiaj było pyszne chrustobranie.

przygotowane cztery faworki do usmażenia

 

W karnawale, tradycyjnie moja babcia robiła pączki. Znakomite, delikatne i chrupiące, z różanym nadzieniem. Pyszne chrusty, tłukła długo wałkiem, aby napowietrzyć ciasto. Te karnawałowe specjały wymagały sporo czasu i siły od gospodyni. Znalazłam zadziwiający przepis na faworki, bo faworki drożdżowe. Tak mnie zaciekawił ten przepis, że zrealizowałam go dzisiaj rano, konsultując wcześniej z rodziną czy mają ochotę na faworki.
– Tak! – wykrzyknęli moi wnukowie.
Z zaciekawieniem zabrałam się do roboty. Przygotowałam rozczyn z 25 g drożdży, pół szklanki letniego mleka i łyżki cukru. Odstawiłam na 15 minut, żeby zaczyn ruszył. Następnie do zaczynu dodałam szklankę mąki, jedno jajko, 50 g rozpuszczonego masła i łyżkę spirytusu.

Wymieszałam dokładnie i pozostawiłam ciasto przykryte lnianą  ściereczką do wyrośnięcia. Gdy ciasto podwoiło swoją objętość, podzieliłam je na dwie części. Każdą z nich rozwałkowałam na duży, cienki prostokąt, pocięłam na paski i przygotowałam faworki. Pozostawiłam na 15 minut, aby urosły a następnie smażyłam w głębokim oleju na złoto.

Faworki wyszły puchate i chrupiące. Posypane cukrem pudrem prezentowały się wspaniale. Jak wyglądały, tak smakowały. Moi domownicy rzucili się na nie z radością i ogromnym apetytem. Zniknęły w mgnieniu oka. Polecam ten prosty przepis i życzę smacznego. 

Elżbieta Urban
Podlaska Redakcja Seniora Białystok