TO MRÓZ?

Dziesięć stopni… na minusie…
Mróz to? Czy… przymrozek jeszcze?
Większość twierdzi… że to pierwsze…
I… że wiatru brak… na szczęście!

Uśmiechając się… półgębkiem…
By nie zrazić ich… ku sobie…
Mówię im… że przed pół wiekiem…
Nikt nie mówiłby… o mrozie!

Dziesięć stopni… na minusie?
Nawet z wiatrem… moi drodzy…
Było kiedyś… zwykłą normą…
Zima przecież… musi chłodzić!

Jednak dziś są… inni ludzie…
Tacy jacyś… roszczeniowi?
Raz im mrozi… to znów parzy…
Cześć kochani… bądźcie zdrowi!

I poszedłem… w swoją stronę…
Utyskiwań… nie chcę słuchać!
Obejrzałem się… przez ramię…
Już zaczęli… tupać… chuchać!

NOCNE MARKI

Nocne marki… to nie Marki…
To nie chłopcy z tym… imieniem!
To po prostu… dusze zmarłych…
… czekające na… zbawienie!

Aby o nich… nie zapomnieć… |

Dają znać o swym… istnieniu!
Robią to… zazwyczaj nocą…
Bo to pora jest… ku temu!

Pod postacią wiatru… z deszczem…
… Siłę ich… przemilczeć wolę!
Tłuką w szyby… aż drżą okna!
Brak mi słów… tak ich się boję!

W kłębek… skręcam się pod kołdrą…
Wręcz naciągam ją… na głowę!
Wiem że strach… ma wielkie oczy…
Lecz pokutnych dusz… się boję!

Zmawiam więc pacierze… w myślach…
Prosząc… Boga Najwyższego…
Panie Boże! Zbaw te dusze!
Albo chroń nas… ode złego!

OCZY

To… że są narządem wzroku…
Teza… nie do… obalenia!
Ale… że z nich czytać można?
Owszem można! To nie ściema!

Oczy… to emocji księga!
To są drzwi do… duszy naszej…
Bo… wystarczy je otworzyć!
I już wiedzę o kimś… ma się!

To czy kłamie… czy też kocha…
Widać na rzut… pierwszy… oka!
Nie da się ich… skontrolować…
Ani też… zmanipulować!

Oczy są organem… szczerym…
Z księgi tej… wyczytasz wszystko!
Miłość… zdradę… pożądanie…
Oddalanie się… i bliskość!

Wzrokiem można też… całować…
I namiętnie… i z rozkoszą…
Lecz ustami… jest przyjemniej…
One o to… aż się proszą!

ŚWIĘTO STAROCI?

Nie chcę wnikać dziś… w szczegóły…
Po co?… Na co?… Komu?… Czemu?
Ale wkrótce jest… Dzień Babci…
Jak i Dziadka… chwała jemu!

Kochanego czy… nie bardzo…
Ale tu… nie o to chodzi!
Chodzi bowiem o sens… święta…
I co o nim… sądzą młodzi?

To pytanie… retoryczne…
Nie wiem po co wam… zadałem?
Pewnie po to… by was wkurzyć…
Bo odpowiedź przecież… znałem!

Wy ją również… dobrze znacie…
Lecz przypomnę wszem… i wobec…
… Że nas młodzi… w nosie mają!
Zdrowia życzmy sami… sobie!

A już tak na… marginesie…
Czy nam są potrzebne… Święta?
Czyż nam kościół… nie wystarczy?
I na tacę… jakaś renta?

Wiem… że gorzko brzmi ten wiersz…
Lecz go piszę… swoim sercem!
Słów w bawełnę… nie owijam…
Ja tych świąt… obchodzić nie chcę!

JESIEŃ W STYCZNIU?

Nie chcę stękać… i narzekać…
Bo i tak tym nic… nie zmienię…
Ale jesień… w środku zimy?
Cóż za czelność! Gdzie sumienie!

Temat trudny… i zawiły…
Czyja bowiem jest to… wina?
Czyżby… klimat nam się zmienia…
…Jesień w styczniu… a gdzie zima?

Gdzie na szybach są… rysunki…
… Które tworzy… mróz artysta?
Gdzie są sople… w słońcu lśniące…
Jak najczystszy w świecie… kryształ?

Zamiast tych… zimowych cudów…
Deszcz codziennie bębni w okna…
Po bałwanku… sprzed Sylwestra…
Widzę z marchwią garstkę… błota!

Już brakuje… słów krytycznych…
Na to wszystko co się… dzieje!
Może tylko… ja tak myślę?
Bo po prostu… dziwaczeję?

Wiesław Lickiewicz