23 kwietnia jest  Światowym  Dniem  Książki. Czy jednak jest co świętować?
Czy w dobie Internetu, ebooków i sztucznej inteligencji Chat GPT książki trafią do lamusa?

Otwarta książka na stole na tle regałów z książkami, fot._pixabay.com

Przeciętny statystyczny Polak nie garnie się do czytania książek. Krajowy Instytut Mediów podaje, że ponad połowa Polaków nie przeczytała ani jednej książki w ciągu ostatniego roku. Niechlubny wynik nie oznacza jednak, że społeczeństwo zapomni, jak wyglądają litery. Chociaż ludzie stronią od książek, na przeglądaniu treści w Internecie potrafią spędzić dziennie od 4 do 5 godzin! Tu obok tekstów pisanych coraz częściej wybierają oglądanie video. Obraz nie pozostawia domysłów, to przekaz dla oczu, który nie wymaga tak wielkiego zaangażowania i skupienia odbiorcy. To sposób na szybkie, łatwe i przyjemne konsumowanie treści – znak naszych czasów. 

Mimo to do zmierzchu książki jest jeszcze moim zdaniem daleko. Większość osób kocha szelest kartek i zapach świeżego druku. Nie są to jednak ludzie młodzi, zrażeni kleszczami lektur szkolnych oderwanych od rzeczywistości. To przede wszystkim osoby dojrzałe i starsze. Powstało już mnóstwo badań na temat tego, że „słowo drukowane” jest dla nich bardziej wiarygodne niż to „zobaczone” w telewizji czy w Internecie. Pomimo starań, nie potrafią zarazić młodych miłością do książki. Wszelkie akcje czytelnicze zdają się też nie trafiać tam, gdzie trzeba. 

Czy można coś zrobić, by książki nie raziły po oczach? Czy jesteśmy skazani na powrót do komunikacji obrazkowej? O to pytam Michała, redakcyjnego kolegę.

Myślę, że zmian w sposobie komunikowania się, a także przekazywania treści natury wyższej, nie jesteśmy w stanie zatrzymać. Świat pędzi do przodu w sposób niespotykany w historii człowieka i jego życia na ziemi. Tak jak wszystkie dziedziny, tak i kultura pisania oraz czytania wyprzedza nasze przyzwyczajenia konsumowania tej formy przekazu. Onegdaj, żeby powstała książka to najpierw był rękopis, który trzeba było złożyć do druku. Potem następowała oprawa ze skóry, często bogato zdobiona i taki produkt końcowy trafiał do bardzo bogatego klienta, który na dodatek musiał umieć czytać. Dla większości książka stanowiła „tajemnicę”, wręcz coś mistycznego. Zanim trafiła pod strzechy minęło wiele lat. 

Jak teraz widzę w marketach całe kosze książek, obok koszy z majtkami i skarpetami, to trafia mnie szlag. Wszystko oczywiście w promocji! Co może bardziej obniżyć szacunek do książki w oczach dzieci niż taki widok? Dzieci i młodzież bardziej dbają o swoje telefony i inne gadżety niż książki. Niestety nie tylko dzieci są uzależnione od tego co w sieci, również my – dorośli nie wyjdziemy z domu bez smartfonu, gdyż mamy w nim całe swoje bieżące życie.

Czy książki rażą po oczach? Myślę że jest gorzej, nie wzbudzają żadnych emocji. Gdzieś tam niszowe grupy czekają na wydanie pozycji czytelniczej, którą się interesują. I tyle. Tylko pozycje bardzo kontrowersyjne są komentowane powszechnie, jeśli jakaś część społeczeństwa poczuje się dotknięta lub obrażona. Kiedyś książka mogła zmienić bieg historii, teraz znalazła się na marginesie opiniotwórczego oddziaływania.

Co będzie dalej z książką, a szerzej z czytelnictwem słowa drukowanego? Tego nie wie chyba nikt, gdyż rzeczywistość, która nas otacza jest bardzo dynamiczna, więc w ciągu jednego pokolenia wszystko się może zdarzyć. Wystarczy, że zabraknie energii elektrycznej to czytelnictwo rozkwitnie na nowo. A może młodzi wymyślą, że książka jest cool i księgarnie zostaną z pustymi półkami? Tak na poważnie, to w czasach inflacji i kryzysu to biblioteki z mądrym programem upowszechniania czytelnictwa stanowią najmocniejszy element całej tej układanki.

Barbara Górnicka-Naszkiewicz i Michał Różycki
Podlaska Redakcja Seniora Białystok