†Mieczysław Borys

O samotnym ptaku
Gil na bezlistnej gałązce

Dzień już się kończy i w szarówkę wchodzi,
Wiatr się nie zrywa, a ucichł na dobre.
Ptak, który o pokarmu jeszcze żebrze,
Skulony siedzi na drzewie i nie uchodzi
W las głęboki .
Tym ptakiem nie sikorka, nie sójka, nie dorka*,
A gil skulony przed zimnem ku swej ochronie
Na drzewie bezlistnym, jak jabłko niespadłe przed zimą,
W niczym niezawistny, a żyć mu jest markotnie i głodno.

Bądź tu jutro z rana, mały ptaku, będzie płodnie,
Kiedy dobroczyńca słonecznikiem napełni klepsydrę!
Wtedy nie powiesz, że kilka nasion z klepsydry wydrę,
Bo zdążysz między ptaszkami najeść się do woli.
I już nie powiesz, że z głodu markotnie ci i życie boli,
A po tym radosny odfruniesz w las puszczański głęboki
I pożywiony zaśniesz w gęstych gałęziach, jak scalone obłoki.

Do jutra.
________
* dorka* – sroka.

Anna Czartoszewska

Magazyny ciepła
Dwa zbiorniki na ciepłą wodę, stojące na śniegu, na tle zachodu słońca

Jesteśmy jak te dwa magazyny
wypełnione ciepłem.
Niekończące się słońce
świeci między nami.

Stoimy na śniegu,
otulone śniegiem,
zima nam niestraszna,
ciepło w sobie mamy.

Józefa Drozdowska

Niepokój
zapalona latarnia na drewnianym, ośnieżonym płocie

Jak mi do ptaków blisko

tęskniąc
zamieniam się
w nie –
płatki śniegu

niosę swą duszę
na ich przykrótkich skrzydłach

Suwałki, 24.01.1980

Zimowy wiersz
Kazikowi Rinkowi

Za oknem szczekają tumany śniegu
wiatr zgina wpół starą topolę
przed domem
W dłoniach gaśnie mi
płomień herbaty
zewsząd wyzierają
zjawy bledsze od kartki papieru
Gaszę lampę
może uda mi się oswoić
któryś z tych strachów
może uda mi się wyprowadzić
z każdego z nich
wiersz
A może topola uklęknie
w progu

Augustów, 28.01.1996

Jolanta Maria Dzienis

Oszronione smutki
Leśny strumyk skuty lodem wśród zaśnieżonych gałęzi drzew

Kosmate płatki śniegu policzki łaskoczą,
Białą, zwiewną koronką zasłaniają oczy,
Do światła latarni jak ćmy przyfruwają
Wszystkie barwy i dźwięki puchem otulają.

Mróz srebrem już okna zdążył pomalować,
Leśny strumyk skryła pokrywa lodowa,
Wiatr północny szalejąc, nawet myśli mrozi,
Wznieca nawałnice, w kominach zawodzi.

O zimie marzyłam, ale nie o takiej,
Co ery lodowcowej jest złowróżbnym znakiem,
Chciałam powietrza rozbłysków pełnego,
Skrzenia śniegu, smugą słońca muśniętego.

Marzenia, jak pstre piórka, z wichrem uleciały,
Ziemia drzemie trwożnie pod przykryciem białym,
Zanim wzbudzi ponowną na lepsze nadzieję,
Oszronione smutki nad ogniem ogrzeję….

Okno

Przez sparciałą uszczelkę w okiennych szczelinach
Wciska się zimowy wiatr prosto ze wschodu
Porusza falbaniastymi firanami
Odsłania trawnik na którym rośnie śnieg
Szyby pieczołowicie wyszorowane jesienią
Zasnuł zmrożonymi pryzmatami lodowych kropli
Złowił w nie okruchy bladego styczniowego słońca
I teraz mieszkam w tęczy, własnym zimowym raju

Katarzyna Grabowska

* * *
Oszroniony wiecheć trawy

Zimą
to kwitnie tylko szron i śnieg
ostro gwieździsta lodowata łąka
a ja tak tęsknię
do malw smukłoszyich
do samosiejek plennego kosmosu
do pomarańczu kruchego nagietka
a mi brakuje
radości skowronka
soczystych malachitów trawy
młodego liścia
naguśkiego słonka
i hóralnego skrzydlatego głosu

zima niepewna
czy ziębić czy grzać
to deszczem siecze
to wichurą smaga
na tafli wody zapisuje wieść
a ja cierpliwie układam  ją w słowa
ubieram w strofy
by nie była naga

o tym jak wiosną
zasieję marzenia
i jak odmieni się jej poezji mowa
jak wykiełkuje latem
lipcowo szczęśliwa
zielona

by miłość miała co jeść

Z PROCHU POWSTAŁEŚ

Zima rozpuściła się
we własnym smutku
tylko gdzieniegdzie jeszcze
bielą się powidoki
zlepionych ze sobą płatków

to coś więcej niż melancholia
to wielobiegunowa depresja
wywołana klimatyczną zmianą pór
rozchwianiem globalnej głowy
której mieszają się zmysły
w amoku szaleje targa
zalewa i niszczy
własne a przy tym i inne
bytowanie

sadomasochistyczne
wybuchy
szczytują ekstazą
opadają senną zasłoną
uśpią kosmicznego potwora

aż nastanie era popiołu

Janina Jakoniuk

Srebrna zima
Oszroniona gałązka drzewa na tle pokrywy śnieżnej

Szron ubrał drzewa
w misterne koronki
pod białym puchem
leżą śpiące łąki

niewielki mrozek
skuł ziemię i trzyma
śnieg pod nogami skrzypi
taka srebrna zima

Pytanie retoryczne

Śnieg
białym kurzem
powoli zasłania
ulice, dachy,
samochody, drzewa…
Zimny północny wiatr
ten śnieg przegania
i w niedomkniętych oknach
śpiewa.
Noc
powolutku opuszcza zasłony
i ruch uliczny
jak gdyby zamiera…
Naród do domów spieszy się
zmęczony,
gdzie mróz i słota,
raczej nie dociera.
Ty też wróciłeś.
Usiadłeś w fotelu
i przed kominkiem
grzejesz nogi.
Wśród twoich myśli,
problemów tak wielu
– czy ja tam jestem też, czasem?
mój drogi?

Regina Kantarska-Koper

***
Zimowy Księżyc w pełni srebrzy krajobraz

Zimowy księżyc
maluje nagie drzewa.
W tle dzikie chmury.
***
Zimowy wieczór.
Świat otulony śniegiem
jak ciepłą kołdrą.
***
Dalekie gwiazdy
ledwie widoczne zimą –
zapowiedź słońca.
***
mija luty pełen niespodzianek
miesiąc który odlicza moje lata
moje zimy
kręci coraz szybsze piruety okrągłych lat
pęcznieje w przeżyte dni

kurczy się
maleje
czas

5 lutego – św. Agaty

dzisiaj Święta Agata ma pełne ręce roboty
strzeże od pożarów nasze domy chaty
pomaga zimą suszyć bieliznę na płotach
i leczyć chore piersi biednych i bogatych

błagajmy naszą świętą o przemożną opiekę
nad dzisiejszą młodzieżą – mocno zagrożoną
przez zalewanie świata nieczystości rzeką

niechaj ich dusze będą – jak jej – ocalone

Urszula Krajewska-Szeligowska

Zwierzyna zimą
Pięć wróbelków na puszystym śniegu

Zła zima zmroziła. Zamiotła. Zawiała.
Zamiecią zimową znowu zaskoczyła.
Zaspami zmarzniętą ziemię zasypała.
Zimną zawieruchą zachryple zawyła.

Za zaspą zajączek zasnął zasapany.
Zwiewał zwierz, zawieją zaniepokojony.
Zapiszczał żałośnie zziajany, zdyszany.
Z zimna zadygotał zdrożony, zmęczony.

Ze zlodowaconych zerkają zatoczek
Źdźbła zbóż zatopione, zahibernowane,
Zamiast żywić żubrów zastępy żarłoczne,
Zamiast zadowalać zwierzęta zgłodniałe.

Źle zimą żerować zwierzętom zdziczałym,
Żerowiska znaleźć – zbyt zbożne życzenie!
Zima znów załamie, zasmuci, zadławi,
Zapewni zgorzkniałość, żałość, zniechęcenie.

Zaczekaj, zwierzyno! Zima złagodnieje,
Zniknie zapłakana, zbyt zmęczona złością,
Zawilec zakwitnie, zakiełkuje zieleń,
Zaraz zalśni ziemia żywą zielonością.

Zazula zakuka, zięby zaśpiewają,
Żaby zakochane zarechoczą żywo.
Zje z zadowoleniem zieleninę zając,
Zawoła z zapałem: żegnajże, zła zimo!

Zapomniana zima

W białej szacie przybyła
Zima z siarczystym mrozem,
Lodowatym, jak nóż ostrym tchem
Ziemię wokół zmroziła
Jak zła Śniegu Królowa,
W biel ubrała ławeczkę pod bzem.

Białe ferie zimowe
Mają dzieci, niektóre
Po raz pierwszy, bo przez kilka lat
Były listopadowe,
Mokre i szarobure,
W deszczu kąpał się zimowy świat.

A dziś czapy na świerkach,
Jodłach, tujach i sosnach,
Białe drogi i pola i las.
Jedzie kulig z piosenką,
Brzmią okrzyki radosne,
Choć wesoły wciąż nie jest to czas…

Zimowa droga wśród drzew

Karnawał dziwny mamy,
Gdzież te pląsy, gdzie bale,
Gdzie spotkania rodzinne, gwar, śmiech?
Przez okno wyglądamy
Nie do śmiechu nam wcale,
Wiadomości wciąż smutne i złe.

Groźny wirus nas trzyma
W zaraźliwych swych kleszczach
Przeganiany wciąż, nie chce stąd pójść.
Może zmrozi go zima,
W lód zamieni, by wreszcie
Wiosną wraz z nią popłynął w głąb mórz?

16.01.2021

Marek Mozyrski

Zima

Leży śnieg na bruzdach czoła,
Ciężar życia, zdrowie skruszył,
Człowiek sam już nie podoła,
Więc w ostatnią drogę ruszył.

Joanna Pisarska

Mężczyzna rozmawiający na ulicy przez telefon
Samotny mężczyzna na ośnieżonej jezdni

w ciemnej kurtce i czapce
skupiony na rozmowie
kontroluje otoczenie na tyle
by nie zderzyć się z innymi przechodniami

rzadki śnieg zacina skośnie
buty rozdeptują popielatą breję
mężczyzna słucha i odpowiada
z pochyloną głową
kuląc ramiona

wokół uliczny ruch
mijają go ludzie
przejeżdżają samochody
wiatr i zimno się wzmaga
wymiana zdań trwa
uporczywie odmawia nie może spełnić
pójść pojechać kupić zmienić
usiąść razem potrzymać za rękę

kto jest po drugiej stronie
padającego w twarz śniegu
po drugiej stronie ulicy
drugiej stronie miasta
w innym mieście
pod inną siekącą w twarz zawieją

czy to ja

Regina Świtoń

W urokach zimy
Gil z czerwonym brzuszkiem skryty wśród ośnieżonych gałęzi

Las pachnie snem. W alabastrowej pościeli
niby śnieżne rzeźby o zadymionych twarzach
milczące drzewa. Tu skrzydlaci gospodarze
rozpylają swobodę na brokatach bieli.

Kule czerwonych gilów – biżuteria żywa –
mroźne piękno zamienia w rzęsistą kurzawę.
Słońce grzęźnie w atłasach, spogląda łaskawie,
kędzierzawe obrusy pozłotą okrywa.

Świerkowe żaboty pyłem skrzącym kołysze.
Migoczą śniegi rzucone w psalmodię ciszy.
Pod turkusem nieba ociężały lot wrony

lis chwyta chciwym okiem. Jeleń, zachwycony
edenem, lico wynurza z puchowej pierzyny.
W głąb duszy spływa weną puszczańska kraina.

Jadwiga Zgliszewska

Okruchy zimy
Szklana kula leżąca na śniegu

Drobinki, iskrzące mgiełki
kryształki, białe perełki
lodowe iskry błękitu
od wieczora do świtu

i od świtu do zmierzchu
monotonnie a pięknie
niesłyszalnym szelestem
ciągle więcej i więcej

lekko zwiewnie i czule
biały bezkres otula
muska gładź pieszczotliwie
niewidocznym muślinem

i porywa do tańca
po bezkresy wszechświata
serca wycisza dzwony
spokój da upragniony

więc przytulam tę zimę
bo mi chłody życzliwe
w śnieżynkowych objęciach
całkiem blisko do szczęścia

Powrót zimy

Patrzę na śniegu biel
oczy w dal biegną
tęsknotę wiją jak chmiel
w koronach drzewa

cichutko spada puch
między gałęzie
pokrywa ziemi czerń
– znów zima będzie

a ty – czy biało masz
za swoim oknem?
jakoś nie mówisz nic
więc skąd się dowiem?

śnieżynek poślę ci wór
między myślami
niechaj wybieli czerń
przestrzeni
całkiem bezbarwnej…

… bo zima nieporozumień
jest jak masa
jednolicie nijaka
wystarczy!
– ja tak nie umiem
wolę tę zimę za oknem
co wraca…


fot. pixabay.com
Wiersze poszczególnych poetów odradza od siebie błękitny pasek z białymi gwiazdkami śniegu.