W GWIAŹDZISTĄ  NOC

Kiedy patrzę  w złote gwiazdy…
Migocące hen… w przestworzach…
Moja siła wyobraźni…
Na kosmiczne wpływa morza!

A to zdarza mi się często…
Zwykle w ciche… jasne noce…
Czuję wówczas jak me ciało…
Lewitują jakieś moce!

Wkrótce jestem już przy gwiazdach…
Prędkość lotu… słów brakuje…
Od podmuchu… gwiazdy  zgasły…
Czyżby w jaźni coś szwankuje?

W uszach szumi… nic nie widzę…
W ustach jakaś suchość słona…
Gdzie ja jestem?… Co się dzieje?
Czuję… że za chwilę skonam…

Skręcam się ze strachu w kłębek…
Już mam zderzyć się z podłożem…
… I się budzę ze snu w łóżku…
A bywało nieraz… gorzej!

Z czoła pot ocieram dłonią…
Ale wciąż o gwiazdach myślę…
O podróży wyobraźnią…
Którą dziś przeżyłem we śnie!

O KSIĘŻYCU

Bladolica twarz księżyca…
Choć jej wielkość wciąż się zmienia…
Śledzi nas swym  bystrym wzrokiem…
Mówiąc szczerze… jak kamera!

Z wyraźnymi już zmarszczkami…
W szczególności na swym czole…
Bo te marszczy… bardzo często…
Patrząc na to co… na dole!

Czyli na to co… na Ziemi…
Bowiem z góry… widać lepiej…
Komu się powodzi dobrze…
A kto biedę z nędzą… klepie!

Ale ja nie o tym chciałem…
Ja po prostu… hołd mu składam…
Za to… że choć tyle widzi…
Sam na duchu… nie upada!

BOCIEK W LOCIE

Dziś widziałem boćka w locie…
Widok iście… malowniczy…
Leciał nisko… nad dachami…
Czyżby szukał… połowicy?

Co czas jakiś… dźwięk wydawał…
Jakby informował kogoś…
Że już jest… że już przyleciał…
I… że już się spotkać mogą!

Tak przynajmniej mi się zdaje…
Bo samemu… smutno w gnieździe…
A z autopsji dobrze wiemy…
Czegoś pragniesz… to mieć będziesz!

Wczesna wiosna… bocian w locie…
Mamy szczęście przez rok cały…
Tylko wierzmy w przepowiednie…
A nie w jakieś tam… kabały!

TYLKO ON MNIE ZMÓC MOŻE

Nie zmogą mnie wojny i bitwy…
Nie zmogą mnie kule armatnie…
Nie zmogą mnie gromy i burze…
Ani też kłótnie prywatne!

Przed bólem się też nie ukorzę…
Ulga nie wchodzi w rachubę…
Nie będę o litość go błagał…
Bo prosić nikogo… nie lubię!

Nie zmogą mnie żadne choroby…
Ani też plagi biblijne…
Nie zmogą mnie nawet panienki…
I te porządne… i inne!

Nic mnie nie zmoże… prócz snu…
Jaki to sen?… pewnie wiecie…
Tylko on mnie pokona…
I w innym obudzę się… świecie!

NA ROZDROŻU

Nasze życie jest jak koło…
Które toczy się… i toczy…
Ale zawsze jest ten moment…
Gdy się coś w nim… zacznie psioczyć!

Jak jest skutek… jest przyczyna…
A te mogą być… trywialne…
Takie zwykłe… pospolite…
Jak na przykład… drogi marne!

Lecz to koło wciąż się toczy…
Chociaż piszczy… skrzypi… trzeszczy…
W końcu musi  się zatrzymać…
By nie zniszczyć się… do reszty!

Jeszcze  tylko do rozdroża…
Jeszcze trochę… trochę jeszcze…
Tam odpocznie przy okazji…
A i remont zrobi… wreszcie!

Koło pękło przed rozdrożem…
Na tym kończę ten swój wierszyk…
Wiecie co przekazać chciałem?
Jeśli tak… jesteście pierwsi!

Wiesław Lickiewicz