Świąteczny nastrój zaczyna ogarniać naszą redakcję, stąd pomysł na świąteczne teksty. Polecamy choćby wywiad ze św. Mikołajem, ale nie tylko. Nasze redakcyjne opowieści, prozą lub wierszem, są czasem z bardzo różnych bajek. Są tu akrostychy, wiersze rymowane, haiku, wspomnienia, opowiadania a nawet felieton. Łączy je jedno – klimat Świąt Bożego Narodzenia.

Jolanta Maria Dzienis
Przy świątecznych stołach

Uginają się stoły od jadła wszelkiego,
Każdy człowiek coś znajdzie dla siebie dobrego.
Galarety, mięsiwa, szynki, balerony,
Nikt od stołu nie wstanie niezadowolony!

Kutia, chleby, bigosy, placki ziemniaczane,
Pyszne, świeże, chrupiące, grzybami nadziane,
Barszcze, ryby, pierogi, makowce zdobione,
Kto tego nie doceni, chyba jest szalony!

Na okrągłym stoliczku, tuż obok opłatka
Stanęła salaterka, w niej z warzyw sałatka,
Ostry chrzan, korniszony i w occie maślaki
Sos z duszonych prawdziwków, też nie byle jaki!

Nie brakuje napitków, godnych, jak należy
Starka dla dorosłych, podpiwek dla młodzieży
Kompot z suszu owoców, sok z czarnej maliny
W wazie z chochlą złoconą kisiel z żurawiny

Pusty talerz zdobiony gałązką jałowca
Czeka na zbłąkanego w zamieci wędrowca
Zaprosimy go do stołu, siądzie tu, wśród nas
Niech nastanie i dla niego najpiękniejszy czas!

**

Jadwiga Zgliszewska
Lalka Basia i gumowy Pikuś
(wspomnienie)

Lalka retro w niebieskiej sukni i kapeluszu, obok gumowy żółty ludek w turkusowym kubraczku z pojemnikiem w ręku – Kolaż zdjęć- Jadwiga Zgliszewska

Dzisiejsze dzieci z długim wyprzedzeniem wyczekują Mikołaja, świąt, choinki i prezentów. Ale cieszą się tym krótko, bo już liczą na kolejne atrakcje. Kiedyś było zupełnie inaczej.

Jako niespełna pięcioletnia dziewczynka przeżywałam swój pierwszy adwent wspólnie z moją bliźniaczką, która właśnie powróciła od dziadków już na stałe do domu. Nie pamiętam, czy wcześniej dostawałam prezenty na Boże Narodzenie. Wtedy najpewniej cieszyło mnie samo oczekiwanie na Wigilię i święta z wizytami kolędników. A zapamiętałam najbardziej blask rozpryskujących się zimnych ogni. To była naówczas atrakcja największa. Mieszkaliśmy wtedy jeszcze w jednym pokoju u dziadków ze strony taty. Choinkę rodzice zaczęli nam ubierać dopiero w nowym, własnym domu, kiedy miałam ponad sześć lat.

Właśnie któregoś przedświątecznego dnia listonosz przyniósł niewielką paczkę. To było tak niezwykłe, że zdaje się jakbym czuła do dziś ten podmuch mroźnego chłodu, który wraz z nim wtargnął do mieszkania. Rzecz niesłychana! Nawet rozpakowującej ją mamie drżały ręce. A my stałyśmy z otwartymi buziami i oczkami wlepionymi w jedno miejsce. Czas dłużył się bezlitośnie, bo to trzeba rozsupłać sznurek, odwinąć i rozchylić kilka warstw papieru, otworzyć przykrywkę od pudełka. Kiedy ukazała się zawartość, jęknęłyśmy z wrażenia! Na całą długość kartonu po butach pyszniła się plastykowa lalka w błękitnej sukience. Obok były dwa duże pomarańcze i chyba jeszcze coś słodkiego. Już wcześniej mama „domyśliła się” (najpewniej odczytując adres nadawcy), że to od wujka Wiktora z Łap. Wiadomo więc, że prezent nie był dla mnie, ale dla siostry Bernadki. Ponieważ pochodził od jej chrzestnego. Ale to ani krzty nie przeszkadzało, żebym cieszyła się tak samo, bo przecież wtedy wszystko u nas należało do obydwu. Do tego te pomarańcze… Nigdy już żadne kolejne nie pachniały tak intensywnie. No i ta radość, kiedy można było obdzielić wszystkich po cząstce przy wspólnym świątecznym stole, z dziadkami i stryjem Zygmuntem. Siostra pokochała tę lalkę nad życie, nadała jej swoje ulubione imię Basia i nie rozstawała się z nią prawie wcale. Ale to nie koniec radosnej historii.

We wspólnym domu wieść rozniosła się szybko. Za kilka godzin… kolejna niespodzianka! Moim chrzestnym był stryjek Zygmunt. Albo zrobiło mu się trochę nieswojo, albo była to raczej szybka reakcja kobieca i domyślność babci Olesi. W każdym razie pojechał szybko do Brańska i kupił mi coś na miarę prezentu siostry. Oto wniósł triumfalnie i z żartem, jak to w jego zwyczaju, prezent dla swojej chrześnicy. Był to podobny rozmiarem do lalki Basi, lecz taki nieco „ubogi krewny”. Miękki ludzik z gumy, z niesforną grzywką i w kolorowym ubranku. Ale dla dziecka takie niuanse nie grają roli. Zdaje się, że sprezentował też pomadki w czekoladzie z jakimś mazistym różowym nadzieniem. Te również były dla nas ogromną rzadkością; zresztą mama zaraz pochowała słodycze na święta. Darowany mi ludek posiadał z tyłu na plecach charakterystyczną dziurkę, dzięki której po naciśnięciu wydawał charakterystyczny dźwięk podobny do pisku. Dlatego natychmiast otrzymał imię Pikuś. Sprawiedliwości stało się zadość, obie bliźniaczki mogły radować się z podarków. Odtąd Basia z Pikusiem tworzyli nierozłączną parę. Bawili się ze sobą, choć żadne z nich nie miało ani jednej ruchomej części. To my byłyśmy ich animatorkami. Pomysły na zajęcia też były nasze. Ulubieńcy poruszali się za pomocą dziewczęcych rączek – chodziły do siebie, wyruszały na spacery, w odwiedziny do babci, organizowały zabawę w dom. Bywały mamą i tatą, robiły sklepowe zakupy, a nawet tańczyły ze sobą. Bo taka jest dziecięca wyobraźnia. Mieszkały z nami w domu zimą, a latem zabierałyśmy swoich podopiecznych na podwórko. Aby tam wspólnie wyczyniać inne harce, naśladujące zabawy dziecięce na świeżym powietrzu.

Rozmarzyłam się… To jedno z piękniejszych i niezatartych wspomnień mojego dzieciństwa. Życzyć by się chciało wszystkim dzieciom, aby otrzymywane prezenty mogły im sprawiać choć cząstkę tej radości, jaką nam dostarczyły nieruchome lalki Basia i Pikuś. 

Maria Heller
Święta dzieciństwa

Świeczki już płoną na choince
Wigilii nadchodzi czas
wszyscy razem do stołu zasiadają
Ę, ę, słychać ciche, to dziadek powoli nadchodzi
Także babunia w odświętnej sukni, z broszką na piersi,
Ach, jaka ona ciągle piękna, jej czas nie szkodzi

Bardzo lubiliśmy to bycie razem
spóźnionym gościu rodzice zawsze pamiętali,
Żeby samotny mógł poczuć ciepło wspólnoty wśród nas
Ewa, choć w Wigilię, jak co roku miała imieniny
Gorące i zimne  dania, zgodnie z tradycją  przygotowywała
Obrusem  białym z siankiem  zaściełała stół

Zimowy pejzaż nocą. Dziewczynka z lampką w dłoniach patrzy na sanie zaprzężone w renifery, które suną po niebie_fot. pixabay.com

Na nim rozstawiała, wśród dekoracji, zastawę po prababci
Ach, jakże wszystko pachniało wokoło
Radosny, podniosły nastrój  ogarniał dom
Opłatek świętością i bielą swą onieśmielał
Dorodny karp w półmisku cicho, po swojemu kolędy nucił
Zmielony mak w kutii z orzechami migdałowym smakiem  nabrzmiewał
Echo ostatnich przygotowań dobiegało z kuchni
Nie bądźmy niecierpliwi, zaraz się zacznie – mawiał tata
Inauguracja cudownego, rodzinnego święta,
A każdy z nas, niech zawsze pamięta ten wyjątkowy czas.

Janina Żarnowska
Świąteczny akrostych

okno, a za nim drzewa i padający śnieg_ foto Janina Żarnowska

Biel śniegu przykryła wszystkie grzechy
Obłoki leniwie snuły się po szarym niebie
Życzenia napływające ze wszystkich stron ogrzewały duszę
Ekumenizm na chwilę zjednoczył wyznawców Chrystusa

Narodzenie Jezusa to czas przemyśleń i podsumowań
A wszystko za sprawą wiary w moc nadchodzących Świąt
Rodzinne Święta spajają w miłości wszystkich domowników
Opłatek symbol pojednania choć kruchy i delikatny
Dużo w nas wszystkich spokoju i nadziei na lepszy czas
Zaproszeni na pasterkę radujemy się narodzinami i miłością Pana
Ewentualność pozostania w domu nie wchodzi w rachubę
Narodziny te napawają nas nową, lepszą energią
Inaczej patrzymy na bliskich, przyjaciół i kraj
Ekstaza i szczęście ogarniają cały świat

Anna Anchimowicz

Dzieci we mnie wierzą, więc istnieję

Rozmowa z magiczną, niezwykle dobroduszną osobą, która w noc wigilijną prezentami obdarowuje wszystkie dzieci na całym świecie bez wyjątków – św. Mikołajem, vel Sinterklaas, vel Mikulasem, vel Santa Clausem, vel Nikolausem, vel Pere Noël.

Starszy mężczyzna w czerwonym kubraku uśmiecha się. Ma białe wąsy i białą brodę, a na głowie czerwoną czapkę_fot. pixabay.com

Witaj św. Mikołaju! To chyba nie przypadek, że miałeś awarię sań i wylądowałeś na polance, gdzie zbieram szyszki do świątecznych stroików?

Ho, ho, ho! Skoro tak mówisz, to zapewne coś w tym jest. Dlaczego tak myślisz?

***

Jestem babcią ośmioletniej Elenki. Nie zawsze potrafię odpowiedzieć na zadane przez nią pytania dotyczące Magii Świąt. Mam nadzieję, że nasze dzisiejsze, niespodziewane spotkanie rozwiąże ten problem. Czy zechcesz ze mną porozmawiać?

Naprawa sań potrwa chwilę. Chętnie w tym czasie porozmawiam z Tobą i mam nadzieję, że pomogę Ci rozwiązać Twoje wątpliwości. Co chcesz wiedzieć o Magii Świąt Bożego Narodzenia?

Moja niewiedza związana jest z Twoją osobą. Zacznijmy od początku. Gdzie się urodziłeś i ile masz lat?

Ho, ho, ho! Urodziłem się w 270 roku w małym miasteczku Patra w Turcji. Mam już 1753 lata.

To jest bardzo sędziwy wiek. Jak to jest możliwe, że nie widać po Tobie tych lat? 

Ho, ho, ho! Miło mi to słyszeć. Tajemnica tkwi w tym, że jestem święty. Mam układ z bogami. W nagrodę za to, że byłem dobrym człowiekiem w młodości, zachowam swój obecny wizerunek tak długo, jak długo będę rozdawał prezenty. Poza tym moja żona, Pani Mikołajowa dba o moją dietę. Posiłki moje są zdrowe, ekologiczne, a przy tym smaczne. Nie jem słodyczy, poza jednym, nieuniknionym wyjątkiem. Dodatkowo elfy, moi mali przyjaciele nie pozwalają mi pić dużych ilości coca-coli. Kiedy jestem spragniony, piję czarodziejski eliksir Dobrych Wróżek. Jestem też bardzo aktywny fizycznie. W każdej wolnej chwili pracuję nad swoją kondycją. Muszę być bardzo sprawny rozwożąc dzieciom prezenty. To jest bardzo ciężka praca.

Św. Mikołaju, czy lubisz swoją pracę?

Ho, ho, ho! Dobre pytanie! Bardzo lubię swoją pracę. Powiem Ci na ucho, że wręcz ją uwielbiam. Nie wyobrażam sobie innego zajęcia, chociaż miałem wiele bardzo intratnych propozycji. Lubię dawać dzieciom prezenty. Radości i uśmiechu obdarowanego dziecka nic nie zastąpi.

To co mówisz, jest bardzo interesujące. Nie często spotykam ludzi zadowolonych ze swojej pracy. Jesteś jednym, wspólnym św. Mikołajem dla wszystkich dzieci na kuli ziemskiej. Jak to robisz, że udaje się Tobie odwiedzić w czasie Gwiazdki wszystkie dzieci i wręczyć im prezenty? 

Ho, ho, ho! Nie łatwo jest sprostać tak ważnemu zadaniu. Mimo tego, że jestem św. Mikołajem i posiadam Super Moc, sam nie dałbym rady. Mam wielu świetnych pomocników, którzy pomagają mi dobrze wywiązać się z moich obowiązków. Bez pomocy elfów, krasnoludków, reniferów, śnieżynek i trolli nie sprostałbym temu zadaniu. Super Moc jaką posiadam, połączona z Magiczną Mocą moich asystentów, oraz chęć uszczęśliwienia dzieci i spełnienia ich marzeń sprawia, że to co wydaje się niemożliwe, staje się realne. Dodatkowo, w ubiegłym roku mój park maszynowy został wyposażony w najnowocześniejszy, czasoprzestrzenny tunel, co bardzo ułatwia nam rozwożenie prezentów W ciągu 1 minuty jesteśmy w stanie obdarować prezentami dzieci z 1000 dużych miast.

Prezenty rozwozisz dzieciom saniami zaprzężonymi w renifery. Sanie są prawdziwe. Renifery też. Jak to robisz, że sanie i renifery latają?

Na białych chmurach stoją sanie zaprzęgnięte w renifery. Siedzi na nich siwowłosy mężczyzna ubrany w czerwony strój. Obok leżą kolorowe paczki_fot. pixabay.com

Ho, ho, ho! Dużo chcesz wiedzieć. Mam nadzieję, że nie z ciekawości, ale po to, by przekazać uzyskane informacje wnuczce. Dlatego też zdradzę Ci mój sekret. Moje sanie i renifery są zaczarowane. Dawno, dawno temu, pewna Dobra Wróżka podpowiedziała mi co mam zrobić, by renifery i sanie mogły latać. Pomaga im w tym czarodziejski napój. Napojem tym, sporządzonym z tajemnych składników, których Ci nie zdradzę, trzeba poić renifery codziennie o wschodzie słońca. Napój ten jest niezawodny. Renifery latają po niebie jak najszybsze samoloty Lockheed SR-71 Blackbird i w dodatku nie starzeją się. Są zawsze uśmiechnięte i chętne do pracy. Nawet największe zawieje i burze śnieżne nie zniechęcają ich do pracy. Co do sań, to mogą ślizgać się po niebie dzięki temu, że płozy ich są smarowane magicznym balsamem. Dba o to elf Złota Rączka. 

Dziękuję, że powierzyłeś mi część swojej tajemnicy. Czy możesz zdradzić, ile masz reniferów i jak się one nazywają?

Ho, ho, ho! Z chęcią Ci o nich opowiem. Mam dziewięć reniferów. Są moimi przyjaciółmi. Wszystkie renifery są cudowne. Te dziewięć reniferów to zaczarowany, bajeczny zaprzęg. Lubię Fircyka i mądrego Profesorka, zabawnego Tancerza i najbardziej znanego Rudolfa Czerwononosego. W moim czarodziejskim zaprzęgu jest też Błyskawica, Amorek, Kometa, Pyszałek i Złośnik. Nigdy mnie nie zawiodły, mogę zawsze na nich polegać. Kocham je bardzo. 

św. Mikołaju, czy możesz ujawnić, skąd bierzesz prezenty dla dzieci i wiesz, jaki prezent chce dostać dziecko? 

Ho, ho, ho! To jest bardzo proste. Na adres, gdzie mieszkam, czyli: Santa Claus, Arctic Circle, 96930 Rovaniemi, Finlandia przychodzą listy od dzieci z całego świata. W Rovaniemi mam wielką halę produkcyjną z magicznymi automatami do wyczarowywania zabawek, książek, sprzętu sportowego, komputerowego i wielu innych rzeczy. Czytam uważnie każdy list i przekazuję moim pomocnikom prośby od dzieci. Moi mali asystenci za pomocą czarodziejskich zaklęć wyczarowują z magicznych automatów zamówione prezenty. Potem pakują je w kolorowe, świąteczne torby, które składają w wielkich magazynach. Mam bardzo dużo tych magazynów. Tyle, ile jest państw na świecie, czyli 203. Zapakowane i posegregowane paczki wkładamy potem do czarodziejskiego worka i rozwozimy je wszystkim dzieciom na całym świecie.

O jakie prezenty najczęściej proszą dzieci św. Mikołaja?

Ho, ho, ho! Dzieci proszą o różne prezenty – lalki, klocki Lego, samochody, domki dla lalek, gry, książki, karty Pokemon i inne. Są też prośby o rowery, smartfony, tablety, drony.

Czy w swoim zaczarowanym worze prezentów masz też rózgi?

O nie, nie, ja z rózgami nie mam nic wspólnego! Jest to tradycja wymyślona przez rodziców. Zdarzają się jednak sytuacje, że dziecko dostaje w prezencie rózgę na prośbę rodziców. Nie lubię takich przypadków, ale czasami nie mam wyboru. Dokładam wtedy starań, żeby oprócz rózgi dziecko dostało drobny upominek. Nie chodzi przecież o to, by dziecko ukarać, a tylko zwrócić mu uwagę na niewłaściwe zachowanie w pewnych sytuacjach.

św. Mikołaju, nie wiedziałam, że jesteś nie tylko wielkim darczyńcą. Jesteś również psychologiem. Doskonale znasz problemy i zachowania dzieci. Powiedz mi proszę, czy zdarzyło się, że dziecko otrzymało prezent niechciany lub nietrafiony?

Niestety, zdarzają się takie sytuacje. Problem tkwi w tym, że nie wszyscy moi pomocnicy rzetelnie wykonują swoje obowiązki. Rotacja moich asystentów jest bardzo duża, stąd też biorą się pomyłki przy rozdawaniu upominków dzieciom. Korzystając z okazji, przepraszam wszystkie dzieci, które nie otrzymały wymarzonych prezentów. Dołożę starań, by incydenty takie nie powtórzyły się. Ostatnio kupiłem w tym celu magiczny teleskop czasoprzestrzenny. Pomaga mi on nadzorować prace moich pomocników. Kiedy elf lub śnieżynka pomylą adresy dzieci, zapala się natychmiast czerwona lampka na pulpicie teleskopu. Wtedy do akcji wkraczam ja i naprawiam popełniony błąd.

Legenda niesie, że do domów, gdzie mieszkają dzieci wchodzisz przez komin. Czy to prawda? Patrząc na Ciebie, nie mogę w to uwierzyć.

Ho, ho, ho! To prawda. Wcześniej, kiedy byłem szczuplejszy wślizgiwałem się do mieszkań dzieci przez komin. Niestety, dzieci na świecie jest coraz więcej. Więcej też jest pysznych ciasteczek pozostawianych przez nich dla mnie. Nie chcąc zrobić żadnemu dziecku przykrości, zjadamy je wszystkie wspólnie z moimi pomocnikami, a to nie pomaga utrzymać szczupłej sylwetki. Z roku na rok mam coraz większy brzuch. Nie daję już rady przecisnąć się przez komin. Razem z elfami znaleźliśmy inny, bardziej nowoczesny sposób na dostarczanie prezentów dzieciom. Dzięki najnowszym zdobyczom mechaniki kwantowej nasz główny inżynier elf Kwant zbudował czarodziejski tunel przestrzenny do przenikania przez ściany domów. Przy pomocy magicznych zaklęć teleportujemy paczki z prezentami przez ściany domów przy pomocy tego czarodziejskiego tunelu przestrzennego. Prezenty same się teleportują i trafiają tam, gdzie trzeba. Pod choinkę, poduszkę lub do skarpety.

Rzeczywiście, świetny pomysł. Widzę, że nowinki technologiczne nie są Wam obce?

Tak, staramy się nadążać za zdobyczami nowych technologii. Nie wyobrażam już sobie swojej pracy bez komputeryzacji i informatyzacji. Elfy są bardzo dobrymi informatykami. Utworzona przez nich baza danych wszystkich dzieci na świecie jest dla mnie bardzo dużym udogodnieniem. Dzięki temu też wiem, że są dzieci, które nie napisały do mnie listu. Są to dzieci, które nie znają mojego adresu, albo z innych przyczyn nie mogły wysłać do mnie listu. Nie zapominam o tych dzieciach. Dbam o to, by również otrzymały gwiazdkowy prezent.

Drogi Mikołaju, wiem o Tobie prawie już wszystko. Jestem przygotowana do rozmowy z wnuczką. Powiedz mi tylko jeszcze, proszę, jedną rzecz. Dlaczego ubierasz się na czerwono?

Ho, ho, ho! Chętnie odpowiem również i na to na to pytanie. Noszę czerwony strój, bo kolor czerwony jest symbolem miłości, ciepła i odwagi. Pobudza też do działania. Kolor czerwony kojarzony jest również ze szczęściem i chęcią niesienia pomocy. Poza tym w kolorze czerwonym jest mi do twarzy. Pasuje do mojej białej brody i białych włosów.

św. Mikołaju, dziękuję Ci za tę niezwykłą, niesamowitą rozmowę. Pozwolisz, że podzielę się otrzymanymi od Ciebie informacjami z innymi babciami?

Ho, ho, ho! Oczywiście, to przecież żadna tajemnica. Dzieciom, zwłaszcza małym, najlepiej przekazywać informacje o św. Mikołaju z pewnego źródła. Tobie Aniu, wnuczce, oraz wszystkim dzieciom, ich rodzicom, babciom i dziadkom życzę wyjątkowych, bajecznych świąt Bożego Narodzenia spędzonych w gronie rodzinnym. Pamiętajcie kochani, że święta bez tradycji nie są prawdziwymi świętami. Bez św. Mikołaja również. Uczymy dzieci, że nie ilość i jakość prezentów ma znaczenie. Nie zapominajmy jednak o tym, że jeden raz w roku prezenty posiadają wielką moc. Jest nią radość dawania, Prezenty w dniu 24 grudnia nie muszą być drogie. Ważne, by były wyrazem miłości okazanej drugiej osobie.

Anna Anchimowicz
haiku

świąteczny nastrój
opłatek, karp, kolęda
pojednanie serc

Eugeniusz Regliński
Pasterka u Ala Capone

„Łza, to też krew. Tylko z duszy, nie z ciała. Dlatego taka przejrzysta i biała”. 

Tytuł może szokujący. Jeszcze chwila i wszystko będzie jasne. Początek XXI wieku, 7511 km od Ojczyzny, najbliżsi dopiero zaczynają wieczerzę wigilijną, a ja w drodze na pasterkę. Miejsce szczególne – Parafia Matki Boskiej Częstochowskiej w Cicero. Dzielnica Chicago, gdzie w czasach prohibicji wiele zła wyrządzał tytułowy przestępca. W drodze na pasterkę podziwiam prawdziwą zimę. Wokół biel, mroźnie, niewiarygodna feeria świateł, zewsząd dobiegają świąteczne melodie. 

Wraz ze zbliżaniem się do kościoła pojawia się dziwne uczucie. Napięcie wzrasta po wejściu do świątyni i dołączeniu do licznej grupy Polonusów. Zadziwiająca cisza, delikatne, kameralne światło. Oczekiwanie. Nagle światła gasną, pojawia się delikatna lampka przy żłóbku. Nastrój niesamowity, oczekiwanie na coś wyjątkowego. Wtem… Rozbrzmiewają organy, radosne akordy porywają wiernych, którzy wspomagają organistę śpiewem. Kolędą „Wśród nocnej ciszy” zaczynamy celebrację tak długo oczekiwanego okresu świątecznego. I w tym momencie nie wytrzymuję. Pojawia się wspomniana wcześniej krew z duszy, czyli łzy. Różnorakie myśli, poczucie samotności, a przede wszystkim tęsknota za najbliższymi.

Wydarzenie to było jednak impulsem, który pozwolił przetrwać trudniejsze chwile i dotrwać do niezapomnianego spotkania. Z kim? Spróbujcie się domyślić.
Wspomnienia czasami nie dają zasnąć, ale bez wspomnień nie ma czego śnić. 

Wiesława Szwed
haiku

Boże dzieciątko
podaruje miłość wszystkim
wdzięczność w sercach

Wiesława Szwed
*** (Bóg oczekiwany…)

szopka Bożonarodzeniowa

Bóg oczekiwany się rodzi
Obok ciebie i mnie, w stajence
Żyje w nas, umacnia nas codziennie
Empatia jest jego mocną stroną.

Na tę noc wszyscy czekamy
A w wigilię radośni, uśmiechnięci
Razem przy stole z opłatkiem
Oczekujemy i składamy życzenia.
Dzisiaj noc cudu i podziękowań
Za życie, wspólne chwile i wiarę
Echo powtarza jak mantrę
Nie zapominaj: bądź wdzięczny
I żyj w zgodzie wśród różnorodności
Efektem będzie pokój na świecie.

Maria Beręsewicz
Świąteczne akrostychy

gałązki świerku na śniegu

Choinka

Cicha noc, święta noc
Hejnał z wieży kościelnej
Oznajmia początek pasterki
Igliwia zapach zwiastuje magię świąt
Na tę noc czekaliśmy cały rok
Kolędę cichutko intonuje babcia
A dzieciątko Jezus nam błogosławi

Pasterka

Piękna choinka stoi w salonie
A na niej anioł rozpościera skrzydła
Stara się ochronić nas przed złem
Trzaska wesoło ogień w kominku
Ekscytacja prezentami powoli opada
Rodzina skupiona wokół stołu wigilijnego
Kolędy śpiewa, chwaląc nowonarodzone dziecię
A ich echo niesie się daleko i rozjaśnia ciemną noc..

Krystyna Cylwik
Przy wigilijnym stole

We wspomnieniach z mego dzieciństwa Święta Bożego Narodzenia były najbardziej wyczekiwanym okresem. Gdy pojawiały się w domu pocztówki świąteczne, kupione przez mamę w pobliskim kiosku RUCHU, to był znak, że święta tuż, tuż. Organista z parafii przynosił kolorowe opłatki a nam, dzieciom cukierki.

Na wigilijnym stole mama zawsze stawiała jedno puste nakrycie. Jak mówiła, było to miejsce dla nieoczekiwanego gościa czy strudzonego wędrowca. Zazwyczaj miejsce te zajmował potem św. Mikołaj, który osobiście nas odwiedzał i przynosił prezenty.

Aż pewnego roku… Podczas wieczerzy wigilijnej, ktoś zastukał do naszych drzwi. Z nadzieją, że to św. Mikołaj pobiegliśmy, aby go przywitać. Niestety, w drzwiach stał dziadek, zmarznięty, w oszronionej czapce. Wyglądał na zaniedbanego i był bardzo smutny. Znaliśmy go z opowiadań rodziców, że był to samotny człowiek zamieszkujący ,,kątem” u gospodarzy we wsi. Rodzice zaprosili go do stołu i wspólnie zjedliśmy wieczerzę wigilijną. 

My, dzieci, nie wiedzieliśmy wtedy, że nie wszyscy zasiadają do wigilii w gronie rodzinnym. Że w taki wieczór ktoś jest samotny, smutny, głodny…Pamięć wydarzenia tamtego wieczoru wraca jak bumerang, gdy nakrywam stół do wieczerzy wigilijnej.  Jedno puste nakrycie czeka na nieoczekiwanego gościa lub strudzonego wędrowca…

Bożena Bednarek
*** (Kiedy te święta…)

Kiedy te święta nadchodzą
Szukam ciszy i ciemności
Znaki zapytania zwodzą
Czy będę sama, czy z gośćmi?

Potraw wigilijnych masę
czy zdążę przygotować?
czy wygram wyścig z czasem?
dom zdołam uporządkować?

Najważniejsze rzeczy w życiu
to przecież nie są rzeczy, to
miłość jawna, nie w ukryciu
Najbliższych przytulić warto

Co roku Bóg się nam rodzi
i pierwszej gwiazdki czekamy
Pamięć kolędy przywodzi
i chyba się bardziej… kochamy

Michał Różycki
Będą święta

Dzyń, dzyń, dzyń
A w zasadzie po wyjściu z domu, to bardziej ślizg i plusk, plusk, plusk. Może jeszcze zima wróci i biały puch pokryje nasz piękny kraj. Na razie wokół radość i smutek. Trzeba to umieć przeżywać, oczywiście radość jest łatwiej a smutek i żałobę niektórym przychodzi z wielkim trudem. W głowach na pewno rodzi się dużo pytań co będzie dalej? Jedno jest pewne – będą Święta. Może dobrze, że tak ułożył się kalendarz tych przemian. Ten okres jest bardziej rodzinny i następuje chwila wyciszenia, czas na oderwanie od bieżączki politycznej.

Właśnie siedzę, piszę sobie te refleksje świąteczne a tu nagle na ekranie telewizora widzę posła z gaśnicą biegnącego po Sejmie i rozpylającego biały proszek. W pierwszym momencie pomyślałem że robi zimowy pejzaż w Sejmie, aby podkreślić nadchodzący świąteczny nastrój. Ale nie, biegł z tą gaśnicą zagasić uroczyście zapalone świece chanukowe na menorze przy dźwiękach muzyki granej przez klezmerów. Poseł nie jest chyba wielbicielem kobiet i feminizmu, bo broniącą chanukowych świec lekarkę potraktował  strumieniem białego gaśniczego proszku. A tak bez ironii, to co się stało jest hańbą i wstydem na cały świat. Nacjonalizm w wydaniu tych quazi patriotów odbije się czkawką, bo jest w całkowitej sprzeczności z deklaracjami o naszej tolerancji. Dosadnie określił to wydarzenie Marszałek Zgorzelski: „szambo antyseminizmu się wylało”. 

Wracając do lżejszego tematu jakim są święta, może nie dla żołądka, ale dla portfela, to
coroczna walka ze samym sobą. Kupić, nie kupić, robić prezenty wszystkim, czy tylko dzieciom? I tak co roku magia świąt zakłóca normalny bieg codziennych spraw. A po tym wyczerpującym świętowaniu słychać nie tyle dzyń, dzyń a brzdęk, brzdęk resztek drobnych pieniążków w kieszeniach.  

Teresa Rafałowska
haiku 
Święta, opłatek,
biały obrus,życzenia
tylko słońca brak.

Podlaska Redakcja Seniora Białystok