Jak połączyć w wiersz lub krótkie opowiadanie następujące słowa: węgiel, kogut, granat, książka, trawa, gwóźdź, obraz, wrzeciono, długopis, chrust, klaka, źrebak, ryza, zapał, naparstek, skrzynia i kawior. Oto odpowiedź Podlaskiej Redakcji Seniora.

Jolanta Maria Dzienis

Jak się bajkę plecie
królewna śnieżka, fot. pixabay.com

Dziś wieczorem siądę sobie
Wezmę długopis do ręki
Dobrze wiem, co potem zrobię
Baśń napiszę lub piosenkę

W pracę wieki zapał włożę
I nim kogut świt obwieści
Poetyczną książkę stworzę
Która cuda będzie mieścić

Powiem o tym jak po trawie
Źrebak skakał dość wysoko
A żeby było ciekawiej
Kopytem strącał obłoki

By nie ukłuć się wrzecionem
Królewna naparstek włoży
Kawior zje nieco za słony
Ale sen już jej nie zmorzy

Opiszę też bez hałasu
Skrzynię gwoździami zabitą
Którą lassem w głębi lasu
Zbieracz chrustu zgrabnie schwytał

Granat nocy będę sławić
Wspomnę także bez wątpienia
Jak się skąpiec dotrze bawi
Kiedy węgiel w diament zmienia

Obrazy nie byle jakie
Dodam z ryzy barwnych kartek…
Rozgłos zdobędę bez klaki
Bo się trudzić zawsze warto!

Krystyna Cylwik

Przemyślenia Agaty

Kogut swoim pianiem radośnie obwieścił, że już świt. Z kolan śpiącej w fotelu Agaty zsunęła się na podłogę książka. Kobieta ocknęła się i spojrzała nieprzytomnie na obraz wiszący na ścianie na dużym gwoździu. Naparstek z przyborami do szycia i materiałem w kolorowy deseń leżał na skrzyni. Chciała uszyć z niego lekki ciuszek na lato. Ale był to tylko zapał, słomiany zapał. Spojrzała przez okno. Zielona trawa, biegający wokół klaczy źrebak i blednący granat nieba na zachodzie. Sielski obrazek. Nic nie wskazywało, że niebawem rozpoczną się jesienne chłody, a później zima. Trzeba zgromadzić chrust, którego używała do rozpałki w piecu. Wbrew pozorom, zbieranie chrustu, to bardzo fajne zajęcie. Można pospacerować po lesie, natknąć się na jesienne grzyby. Węgiel, to oddzielny temat, niemal polityczny. Decydenci czekają na klakę swoich niedorzecznych pomysłów. Nie, nie będzie myślała o polityce. Po co psuć nastrój na cały dzień. Wstała z fotela. Wyszła do kuchni, aby zrobić sobie śniadanie. Bardzo smakował jej kawior według przepisu Eli, więc zrobiła go kilka porcji. Z ryzy papieru leżącej przy drukarce, wzięła czystą kartkę i długopis. Trzeba zrobić plan dnia, pomyślała. Aby nie wyszło, jak z tym zapałem do szycia. Różne myśli wirowały jej w głowie, jak wrzeciono w kołowrotku. Trzeba ,,zejść na ziemię” i stąpać po niej a nie bujać w obłokach. Usiadła do pisania planu zajęć na cały dzień z postanowieniem, że go zrealizuje w całości.

Maria Heller

Zabawa słowami

Ryza papieru w kolorze granatu
Na pierwszej kartce zrobiony
Od niechcenia węglem obraz,
Na którym na byle jakiej trawie
Pasie się garbaty źrebak arabskiego pochodzenia

Notes, okulary, prawa ręka osoby piszącej z ciemnoniebieskim długopisem uniesionym nad kartką fot.pixabay.com

Na drugiej kartce czerwonym długopisem
Naszkicowana zamaszyście krzywa, otwarta stara skrzynia
Z zaschniętym na bokach kawiorem
Z księgą na okładce której widnieje ilustracja przedstawiająca
Wrzeciono i naparstek na krzywym palcu szwaczki

Na trzeciej kartce, też w granacie
Widać narysowany byle jak
Złoty gwóźdź gigantycznych rozmiarów
Leżący na podwórku
Oraz malutkiego koguta,
Który stojąc na stercie chrustu
Szeroko rozwartym dziobem
Wita nowy dzień

Słowem arcydzieła malarstwa.
Tylko skąd tu wziąć pochlebców
Robiących z zapałem brawurową klakę

Maria Beręsewicz

Nie tak miało być

Jerzy siedział na skrzyni przy oknie i obserwował koguta, który zadziornie zaczepiał źrebaka. Ileż to razy siedziała tutaj jego żona Anna, haftując do zmierzchu swoje serwetki, nucąc zapamiętane z młodości piosenki. Przyzwyczaił się do tych melodii. Teraz w domu panowała dźwięcząca w uszach cisza.

Otworzył wieko skrzyni. Znalazł w niej książkę wypożyczoną z biblioteki, wrzeciono z nawiniętą nitką, szpulki nici, igły, szpilki, naparstki, kolorową włóczkę, niedokończone serwetki i obraz namalowany w czasie ostatniego wspólnego wyjazdu do Augustowa. Nie potrzebowała klaki. Jej serwetki, akwarele zdobiły domy dzieci, wnuków i okolicznych sąsiadek.
Wyjął obraz i powiesił na gwoździu nad komodą. Poczuł zapach żony. Wpatrywał się w błękit wody i białe żaglówki na tle zielonej ściany lasu. To tam wszystko się zaczęło. Na środku jeziora Necko wyłowił ją z wody. Na swojej żaglówce masował jej nogę, by szybciej ustąpił bolesny skurcz. Odholował do brzegu i umówili się na wieczór.

Całą noc przetańczyli w Albatrosie, a potem do wschodu słońca rozmawiali nad brzegiem jeziora. Z nikim dotychczas mu się tak dobrze nie rozmawiało i żartowało. Zakochał się w tej niebieskookiej dziewczynie. Czuł jej obecność.
Usiadł przy nakrytym stole. Patrzył na palącą się świeczkę, kanapki z kawiorem, karafkę z nalewką z granatów, dwa kieliszki i jedno puste miejsce przy stole. Dziś mieli świętować kolejną rocznicę poznania się, ale siedział sam. Odeszła nagle, nie uzgadniając tego z nim. Serce stanęło.

Z letargu obudziło go gwałtowne stukanie do okna. Sąsiad mówił coś o kolejce po węgiel, zbieraniu chrustu i suchej trawie na podpałkę w zimie. Nie rozumiał go. Jaki węgiel? Jaki chrust? Po co to?

Szybko wyjął z ryzy papieru kartkę i długopisem, z zapałem napisał: „Anno kocham”.

Janina Żarnowska

Anielka i kogut

Anielka, szperając w starej skrzyni na strychu znalazła wrzeciono i porcelanowy naparstek babci Walerii. Dzisiaj miała zapał do porządkowania strychu, a pisać postanowiła później.

Rano nie mogła spać bo kogut od bladego świtu ogłaszał swoją obecność. Spanie było niemożliwe przy tym awanturniku, darł się jakby oczekiwał należnego mu aplauzu, ale klakierów nie było i klaki też. I to był gwóźdź do trumny. Stary Oleś zdenerwował się odrąbał mu łeb, krew tryskała wszędzie i sączyła się wąską strużką po trawie.
Źrebak wystraszony hałasem wyskoczył ze stajni i pognał w stronę lasu. Złapała go gaździna, która zbierała chrust, bo węgla w tym roku nie będzie, idą ciężkie czasy i sroga zima.

Anielka przysiadła na brzegu skrzyni i marzyła o pisaniu. Przed oczami miała taki obraz; ryza papieru, długopis i koniecznie kawior z cytrynką by nasycić mózg potrawą myślicieli i mieć głowę pełną pomysłów, a do tego sok z granatów.
Zwyczajny dzień.

Bożena Bednarek

Czytanie

Z węgla trochę weź zapału
Z trawy książkę unieś lekko
Potem oczy wznieś pomału
Bo czytanie jest ci Mekką

Granat słodki rozgryź jeszcze
Ryzę kartek włóż do skrzyni
Źrebakowi utul dreszcze
Klaka dobru się przyczyni…

dziewczyna o długich blond włosach siedzi na kamiennym głazie i czyta książkę, fot.pixabay.com

Do nastroju poprawienia
Choć naparstek weź kawioru
Gdy ci smutno czytaj Gienia
Coś z romansu nie horroru

Obraz z chrustem opisz pięknie
Gwóźdź z wrzecionem szybko odłóż
Twój długopis niech nie stęknie
Dziś nie innym, sobie pomóż

Kogut niech cudnie zapieje
Wtedy kurki jajka zniosą
Wicher książek nie wywieje
Książki same się przyniosą

Halina Wiszowata

Wszystko oprócz mebli
Koń i źrebak na zielonej murawie, fot. pixabay.com

Mam przed oczami obraz soczysto – zielonej trawy, która ciągnie się po horyzont. Piękny źrebak bryka beztrosko wokół swojej mamy, która próbuje powstrzymać jego zapał do figlowania. W oddali słychać pianie koguta i gdakanie kurek. Jest piękny słoneczny dzień. Czarny jak węgiel kruk, przysiadł na chwilę na gałęzi zebranego chrustu, przygotowanego na ognisko. Sielski widok. 

Siedzę na trawie, wyjmuję długopis wyciągam kartkę z całej ryzy papieru i usiłuję szkicować. Lepszy byłby ołówek, ale cóż, chyba nie mam. Grzebię w przepastnej torbie jak w skrzyni i znajduję naparstek, opakowanie kawioru. książkę, owoc granatu nawet gwóźdź i jeszcze kilka drobiazgów. Wszystko tylko nie ołówek. Prawdziwa kobieta ze mnie, mam w torbie wszystko oprócz mebli.

Pochyliłam się nad kartką papieru i zaczęłam rysować, nucąc i podśpiewując kręć się kręć wrzeciono…Nie wiem czemu ta melodia nie dawała mi spokoju. Może dlatego, że dużo rozmyślałam o koncercie zespołu ludowego „Świtezianki”, który otrzymał tak wielkie brawa, że pomyślałam – to musi być klaka. Owacjom nie było końca. Pewnie się myliłam, przecież byli świetni. 

Zgłodniałam, mam tylko granat i kawior, ale tym się nie najem. Trzeba wracać do domu i nawet wiem jaką sałatkę zrobię.

Jadwiga Zgliszewska

Bezcenne znalezisko
Na trawnika, leży stare drewniane wrzeciono z namotanym zwojem wełnianych nici w kolorze jasnego turkusu, fot.pixabay.com

Na stole, obok nici, igieł i nożyczek, spoczywał naparstek. Obok leżała książka. Niżej, w skrzyni, piętrzyła się rozpakowana ryza białego papieru. Na jednej z kartek ktoś narysował węglem nieduży obraz przedstawiający sielski widoczek. Ujął na nim to, co naprawdę działo się za oknem. Oto źrebak pasący się na trawie oraz kogut grzebiący pośród zgromadzonego chrustu. Kiedy ten drugi poruszył starannie ułożoną pryzmę, rozsypały się drobne suche gałązki, odkrywając stare wrzeciono, przechowywane tam od niepamiętnych czasów. 

Obserwatorka tymczasem leniwie smakowała kawior, przegryzając granatem. Nagle poczuła przymus utrwalenia tej scenki. Z zapałem chwyciła notes i długopis, aby ją opisać. Gwoździem relacji był fakt odnalezienia wrzeciona, którego dotąd szukała nadaremnie. Cieszyła się jak dziecko. Klaka nie była jej potrzebna. Sama radość z niespodziewanego odkrycia była najcenniejsza.

Wiesława Szwed

Nostalgia

Tęsknota mnie ogarnia
Wrzeciono nić jedwabną wije
Naparstek uwiera, ciągle przypomina
Tamto lato skąpane w deszczu.
Spoglądam wokoło na trawę
Zieloną, soczystą, wzniesioną.
Źrebak skubie ją powoli
Obok kogut ranek obwieszcza.
Z zapałem oglądam książkę
W niej granat soczysty pęka
Zapach kawioru miesza się z chrustem
Na węglu upieczonym.
Obok w skrzyni zabitej gwoździami
Obrazy tęczowe na podpis czekają.
Długopis wypada mi z ręki
Wiatr wywiewa kartki z książki
Jak z ryzy papier kolorowy.
Z daleka klakę słyszę.
Tęsknię.

Elżbieta Urban

Meksykańska fiesta
dwa kolorowe koguty walczą ze sobą. Dwaj mężczyźni w przysiadzie przyglądają się walce, fot. pixabay.com

Zaczął pisać kolejną książkę. Pióro czy długopis?
Ryza białego papieru czeka w skrzyni na poddaszu.
Z okna widzi łąkę, gdzie figlarne źrebaki przytulają się do klaczy.
Późne popołudnie.
Za chwilę znacznie się wiejska fiesta.
Koguty w gotowości stroszą pióra.
Walki kogutów to gwóźdź programu.
Klaka jest niepotrzebna,
entuzjaści są zachwyceni,
naparstek tequili podnosi temperaturę.
Zapał, waleczność, zaciętość.
Koniec, już po zawodach.
Wracają do chat, po drodze zbierając chrust,
na węgiel ich nie stać.
Skromne menu, bez kawioru.
W salaterce w kształcie wrzeciona,
czeka sałatka z zielonej jak trawa rukoli,
posypanej chrupiącymi kawałkami smażonego boczku
ziarnami prażonego słonecznika
i czerwonego, soczystego granatu.

Teresa Rafałowska

W sklepie i w ogrodzie

Idąc do sklepu, spotkałam sąsiadkę. Była zdenerwowana, bo nie było kawioru, przysmaku męża.
Pomyślałam, że w obecnej sytuacji, kiedy nie można kupić węgla i ludzie chodzą ze skrzynią
do lasu i zbierają chrust, ona myśli o luksusie. Idąc w stronę sklepu mijałam wyschniętą przez
suszę trawę, po której chodził piękny kogut. Jego wygląd przypominał mi tego, którego zdjęcie
widziałam w książce opisującej gatunki drobiu.

Zamyślona weszłam do sklepu. Myślałam o tym, co muszę kupić. Szkoda, że zakupów
nie zapisałam długopisem w notesie. Udało się, niczego nie przeoczyłam. W drugim sklepie zaopatrzyłam się w naparstek, żeby uniknąć ukłucia palca i ryzę papieru do drukarki. Zostały jeszcze gwoździe.
Miałam z tym problem. Nie wiedziałam, które kupić, bo były różnej wielkości.
Szybciej już kupiłabym granat czy wrzeciono, bo mają charakterystyczny wygląd.

Po powrocie do domu, z zapałem wzięłam się do pracy w ogrodzie. Tam zawsze jest coś do
zrobienia. Za aktywną i efektywną pracę przez popołudnie nie mogę bić sobie braw, bo byłaby to
raczej klaka, a sama sobie tego nie mogę zafundować.

Podlaska Redakcja Seniora Białystok