Ż
(po siódmym wznowieniu akcji serca; jedenaście lat temu)

Piję Życie
bo jutra być nie miało
ma dusza obłokom, dla ziemi me ciało…

Piję życie
bo jutra za mało
by sens życia zgłębić
by biegnąć się jeszcze chciało
by oddechu nie zabrakło
powietrza z zapachem siana
świergotu skowronka, klekotu bociana…

Życie trzeba brać pełnymi garściami
nie pić teraz tego, co ma być nalane
zostawić na nowy dzień a ranem
dopijać to, to co już było
i to co już za nami…

Gdy zadaję sobie pytanie
z przywiędłym zapałem
czy zrobiłem wszystko
wszystko, co zamierzałem?

Bilans życia  zrobiłem
po prawej zapisałem prawości
po stronie winien – winy
zważyć ani zmierzyć ich nie umiałem
definicji  “dobra” i “zła” szukałem
sam do siebie się roześmiałem
tak można z życia kpić
i to były kpiny…

Odpowiedzi szukam
wśród  bliźniego tłumu
lecz trudno ją usłyszeć
tylko – do mety nie dobiegłeś –
pogłos pośród szumu…

Życie me pisane na wodzie pianą
puchar jeszcze nie przepełniony
i nie gotowy do wypicia
muszę go dopełnić
na resztę życia…

Składać też muszę tę talię, choćby przegraną
i nie wiem dlaczego
szukać karety asów
i pokera pełnego…

Dziś, pod gołym niebem, jadę w pole
Pozdrowić chabry, przypominać
jak pachnie skoszona koniczyna
i dziewczyna
pogwarzyć z knihutami
bo my w kwiatach a one nad name
przypomnieć i ciągle przypominać
bo ciągle wiele brakuje mi
zanim zamknę za sobą drzwi…

09.07.2021

Stanisław Szymański