a tam zapewne…

przekornie odwracają główki
strząsając białe strzechy płatków
i rozglądają w niemym smutku
czy nie nadjeżdża ktoś przypadkiem…

niemrawe mimo blasku słonka
samotne chociaż ich połacie
zlewają rodzinne podwórko
lecz pewnie za bliskimi płaczą!

urok tamtych czasów – stokrotki
rozkoszny widok od dzieciństwa
stale w ojcowizny opłotkach
– jak ja za nimi tęsknię dzisiaj!

tak się toczą potokiem białym
oznaką czystej niewinności
ich błoga skromność chyba sprawia
że nie potrafię wciąż zapomnieć…

czeremchowe przesłanie

weź w dłonie gałązkę czeremchy
(mniej ważne że gestu nie ujrzę)
i wdychaj jej woń aż do zmierzchu
a potem mi ślij pocałunek

nieważne że tylko na niby
czeremchy kwiat niechaj jednoczy
zapachem kwiatami i liściem
jej moc niewidzialnym pomostem

a serce mi mocniej bić będzie
kołysać jak dzwonem wiosennym
w rytm wiatru i słońca i deszczu
– smak ust twych i magia czeremchy…

bez zmysłów?

jeśli mijasz forsycję
oczu złotem nie sycąc
a motyle magnolii
wzroku cudem nie koją
jeśli kądziele bieli
na rozkwitniętych śliwach
nie wzbudzają obłędu
nie tumanią podziwem
a migdałowiec różowy
nie wprawia w zawrót głowy
i jeśli tulipana
nie witasz o poranku
a słodka woń czeremchy
nie żegna cię o zmierzchu…

… nie warto abyś piękna
co cię zewsząd otacza
zaznawał – nie zaznając
boś ślepy
głuchy
niemy
na własne nie-życzenie!

wiosenne efemerydy

zakwitły moje śliczne
forsycje
słoneczne królewny
wczesnej wiosny
rosną
prawie pod oknem

zobaczyłam je dziś
z samego rana
jak w blasku skąpane
się iskrzą
intensywną żółtością
wystawiając bujna czuprynę
ku słońcu

są efemeryczne
długo nie będą kwitnąć
pewnie po niedzieli
kwiatów już nie będzie
wtedy zmienią odzienie
na listeczków zieleń
a my wypatrywać będziemy
kolejnych kwiatów wiosennych



Tamte kaczeńce…

Dziś
przypomniały mi się kaczeńce
takie niespotykanie długie
których całe naręcza
zrywałeś wtedy dla mnie
nad Bugiem

zajrzałam więc do albumu…
są! zasuszone
tak jak i moje uczucie
niewypełnione

niewypłakane
nieutulone
sieroce…
cóż – tak być musiało
widocznie

ale te znad Buga kaczeńce
jeszcze teraz żółcieją
w kuferku mego sercu
– pamięci

i bujna przeszłość
zakrwawi wtedy
zaszydzi cierpko
a ja łzę otrę szybko
zamknę pamiętnik…

stokrotki – sierotki

ciekawe – czy już puszczają pąki
co nie odróżnić od listków na razie
gdy nie ma nawet źdźbła trawy
zielonej a tylko ta martwa?…
czy już – wilgocią karmione –
odważyły się skierować
w słoneczną stronę
swój potencjał wzrostowy?
a przede wszystkim – nie wiem
czy tam nie leżą jeszcze śniegi!
czy roztopem spłynęły brudnym
do nieczynnej studni
i na podwórku… co?
woda?
błoto?
lód?
nie – nie zdarzy się cud
i nie przeniesie nagle
skruszonej córki
na rodzinne podwórko
opuszczone
samotne
smutne…
na którym jak co roku
już niebawem się rozpanoszą
stokrotki-sierotki
nikt nie spojrzy na nie
z podziwem
i nie będzie wspominał
czasu co przeminął…

Migdałowiec

Różowa obfitość
aksamitnych kiści
dorodna puszystość

aromat nieziemski
do mózgu się wwierca
z krzewnego kobierca

aż zamykasz oczy
i nos na ubocze
cichcem się wynoszą

niełatwo utonąć
bezkarnie w tej woni
znieść taką upojność

niebo błogosławisz
za wiosenne czary
i hojność bez miary

nikomu nieobcy
ten odurzający
urok migdałowca

Spóźnione magnolie

Dostojne magnolie
otwierają zdziwione gęby
że nareszcie
mogą się wyszczerzyć
całą obfitością bieli
rozjaśniając tło wypłowiałego domu
a w szarość otoczenia
wpisują się aktem
nowego stworzenia

Stokrotki w Wielką Sobotę

W Wielką Sobotę
wczesnej Wielkanocy
poranek ściągnął mrozem
a one – przodownice
już nieśmiało podniosły
pojedyncze noski
wychyliły z nieprzyjaznej ziemi
bez zieleni
niezawodne jak co roku
malutkie stokrotki
na podwórku rodzinnego domu
rosną trochę po kryjomu
dopóki nie nadejdzie czas
pierwszego koszenia traw
dzielne i krzepkie
żądzą życia tchnące
zauważyłam je dzisiaj
kiedy niosłam święconkę
i choć aura niewiosenna zgoła
pojaśniało nagle dokoła
tak jakbym otrzymała prezent
od świątecznego zajączka
– stokrotki o złocistych serduszkach
kwiatki dzieciństwa – zamiast… słońca

Szafirki na powitanie wiosny

Wczoraj
nie widziałam ich jeszcze
dziś stoję
i oczu nie mogę oderwać
z dnia na dzień
przy szarym chodniku
się zakolorowiło
to nocą zakwitły
szafirki błękitne
coraz śmielej wychylając nosy
– teraz wiem…
to już na pewno wiosna!

Namiastka wiosny

Na wczorajszym „obchodzie”
z moją figlarką puszystą
spotkałam oko w oko
ogromny krzak forsycji

opór uzasadniony
dość szybko przełamałam
gałęzi do wazonu
nazrywałam niemało…

i do wody wstawiłam
lokując je przy oknie
ten bukiet niewykwintny
niechaj sprowadza wiosnę

mogę słońca nie czekać
a gorąca nie znosić
ale kwiatów uśmiechy
to coś innego trochę…

Żonkile

Żonkile
kwitną małą chwilę
w ogródkach na wiosnę

przejściowi lokatorzy
zapalają latarenek tysiące
migocących
pośród szarych grządek

czasem nawet nocny
je skuje przymrozek
lecz od rana znowu
wystawiają się ku słońcu
żółtogłowe piękności

żonkile –
moje ulubione kwiaty
wczesnej wiosny

Czarodziejki

Moje przedwiośnie
ma skrawek radości –
już są! te nieliczne jeszcze
najśmielsze
co z zielenieniem traw
ścigają się o pierwszeństwo
zanim figlarną bielą
całą rodzicielską posesję zaleją
i śmiać się będą cały dzień
by przed zmierzchem
krągłe żółte oczęta
spuścić skromnie
i skryć za białe rzęsy

dziś jeszcze trochę dziwaczne
sukienki pobrudzone i wymięte
na krótkich nóżkach
pokurczone jak pisklęta
zaledwie z jaj wyklute
i jeszcze niewiele w nich wdzięku

stokrotki – moje maleństwa
niepodzielnie królujące co roku
niczym magiczna armia
strzegąca rodzinnego podwórka
i wspomnienie dzieciństwa
zapisane na kliszy serca…

Stokrotka

Skromna mała stokrotka
mruga złocistym oczkiem
nieśmiało wystawia ku słońcu
igiełek – płateczków tysiące
ukryta w gąszczu trawy
wychyla nosek ciekawy
i choć się trochę wstydzi
zapyta – czy mnie widzisz?

Tulipany

Tulipany niczym różnobarwne dzwony
rozchylają kielichy w uśmiechu do słońca
purpurowe, żółte, białe i czerwone
Tulipany – kwiaty w maju panujące.

Tulipanów kielichy stuliły znów pąki
drżące i zziębnięte, co mokną na deszczu.
Moje tulipany deszczem zapłakane –
te zmoczone łzami kocham bardziej jeszcze…

Magnolia

Naprzeciw mojego okna
zakwitła magnolia

wypyszniła się na kilka dni
królowa efemeryd
skąpana w bieli

nieszczęsna!
zapewne nie wie
że na ile piękna
na tyle krótkowieczna

wczesną wiosną
patrzyłam na nią z okna
chwilę potem
dziwnie opustoszał
mój prywatny krajobraz

za rok dopiero
na nowo wybuchnie bielą
aby niebawem
niepostrzeżenie umierać

Jadwiga Zgliszewska
Podlaska Redakcja Seniora Białystok