CIESZĄ SIĘ

Tylko oni z niej się cieszą…
Czyli… dzieci i narciarze…
Mam na myśli śnieżną zimę…
Którą lubię… na obrazie!

Bo w realu jej nie cierpię…
Rzec by można… nienawidzę…
Zima to… nie moja bajka…
Białą zimę… czarno widzę!

Wszystko przez te czapki… kurtki…
Rękawice… ciepłe buty…
Patrzę często na kalendarz…
Jak tu przeżyć styczeń… luty…

Ale dzieciom… uczniom jeszcze…
Uśmiech zdobi twarz od rana…
Już planują… że po szkole…
Będą lepić dziś bałwana!

A narciarze rzecz wiadoma…
Już szusują w górach pewnie
A ja w domu… z nosem w oknie…
Obserwuję zimę gniewnie!

ZIMĄ O DROGOWCACH

Nie to… że ich krytykuję…
Że z nich śmieję się… czy drwię…
Owszem… kiedyś tak bywało…
Dzisiaj do nich powiem… że…

Nie gniewajcie się drogowcy…
Lecz jesteście… do niczego…
Zima was wciąż zaskakuje…
Czyniąc wszystkim… wiele złego!

Jak nie piasku wam brakuje…
To brak pługa albo soli…
A jak jedno jest i drugie…
To któregoś z was coś boli!

Obserwuję was od dekad…
A wy ciągle tacy sami…
Nie zmieniacie się w ogóle…
Bo jesteście… drogowcami!

Zmieńcie się na miłość boską…
A zaczniemy was szanować…
Zimę trzeba trzymać w karbach…
Tu nie ona ma panować!!

ŚNIEG I BAŁWANEK

Czasem w głowie coś się rodzi…
Ni to pomysł… ni zachcianka…
Więc od razu pomyślałem…
Że ulepię dziś… bałwanka!

A w tym roku zima hojna…
Śnieżne kule w mig ulepię…
Będzie bałwan jak marzenie…
Albo może i coś lepiej!

Po godzinie z małym hakiem…
Stanął bałwan pod mym blokiem…
Rzec by można… okazały…
Sięga po parapet… okien!

Zamiast czapki… stary garnek…
Tam gdzie oczy… dwa węgielki…
W miejsce ręki… miotła z brzozy…
I jak zwykle nos z marchewki!

Bałwan wyszedł… jak z obrazka…
Z czego cieszę… jak  dziecko….
Każdy z nas jest wciąż nim przecież…
Choć nie każdy pije mleczko!

DZIECI ZIMĄ (Wspomnienie)

Zima dzieciom nie zawadza…
Zima dzieciom nie przeszkadza…
Kiedy śnieżna… z małym mrozem…
Strzeż je pilnie… Panie Boże!

Górki… narty… łyżwy… sanki…
Dzieci w śniegu jak bałwanki…
W mokrych na wskroś rękawiczkach…
Lecz z uśmiechem na policzkach!

Co tam ojciec… co tam matka…
Śnieżna górka… była gratką…
A… że  była blisko bloków…
Harce trwały aż do zmroku!

Tak kochani… dziś się śmieję…
I wspominam z rozrzewnieniem…
Te zabawy były przednie…
Uwielbiane wręcz przeze mnie…

Śnieg dziś dzieciom niepotrzebny…
Liczy się telefon przedni…
A rodzice? Nic nie mogą!
Bo za klapsa… karzą srogo!

POD ŚNIEŻNĄ PIERZYNKĄ

Pod bialutką śnieżną pierzynką…
Pachnącą świeżym powietrzem…
Jest ciepło… przyjemnie i miło…
Co mogę przyznać nareszcie!

W tym roku jest zima prawdziwa…
Jest śniegu dość sporo i mróz…
Ale nie jakiś siarczysty…
Taki pod zerem ciut… ciut!

Cieszę się z tego powodu…
Bo przecież tak być powinno…
Nie jakieś tam anomalie…
Owszem jest zima… więc zimno!

Ale pod śnieżną pierzyną…
Zboża choć wolniej… lecz rosną…
Nie ma wiec żadnej obawy…
A wynik potwierdzi się wiosną!

Cieszmy się zatem ze śniegu…
Ze śniegu tego… co mamy…
Szczególnie tu na Podlasiu…
My takie zimy… kochamy!

Wiesław Lickiewicz