Polki Niepodległe. Przekładaniec bez lukru – suplement

Ucieszyła mnie bardzo wiadomość, że w konkursie „Srebro nie Złoto” wprowadzono w roku świętowania setnej rocznicy odzyskania niepodległości kategorię „Polka Niepodległa”. Bowiem mało komu określenie „niepodległość”, wiązane zazwyczaj z pojęciami takimi jak Ojczyzna, Naród czy Państwo, kojarzy się z pojedynczymi osobami. A organizatorom konkursu się kojarzy. I mnie też. Powiem więcej: uważam, ze niepodległe państwo może być utworzone tylko przez ludzi, którzy sobie wywalczyli, wypracowali niepodległość osobistą. A taka walka, taka praca trwa latami. Jeśli zatem do budowy II Rzeczpospolitej Polki przystąpiły wyposażone w prawa wyborcze, jeśli w III Rzeczpospolitej sprawowały najwyższe urzędy państwowe, to chyba warto tej ich walce, pracy i narastającej samoświadomości przyjrzeć się nieco bliżej, co poniżej staram się uczynić.
Wojciech Więckowski

Jagoda Anna z mamą Aleksandrą – foto: Dominika Nowak-Kajtowska

Suplement

Pisząc „Przekładańca” zastanawiałem się cały czas, w którym miejscu tego łańcuszka pokoleń zaistniała świadomość jego formuły. Wydaje mi się mało prawdopodobnym, by wymyśliła ją Zofia Janicka. Wybór imienia

Cztery pokolenia: siedzi Helena Teofilowa Fukier, po prawej stoi z białym żabotem Zofia Zuzanna Malcz, po lewej stoi Haluchna Schuch a przed nią do prababci przytula się Zosia, później Werner

córki był zapewne – z punktu widzenia formuły – przypadkowy. Natomiast Helena, dziedzicząc po matce świadomość prawa decydowania o swoim losie (tudzież inne walory, dzięki którym „wpadła w oko” niezwykle cenionemu Fukierowi) mogła chcieć ją uhonorować nadając jej imię swej córce. Tezę tę jakoś uwiarygodnia prezentowane obok po prawej zdjęcie, na którym Helena Fukierowa siedzi w centrum, otoczona córką Zofiją Zuzanną, wnuczką Haluchną i prawnuczką Zofią Anielą

Nie wydaje się bowiem prawdopodobnym, by cztery pokolenia pań przyszły razem do studia fotograficznego bez jakiegoś wyraźnego

Cztery pokolenia: Siedzi Zofia Zuzanna Malcz, obok z zegarkiem na łańcuszku Helena-Babusia Schuch, obok w białym kołnierzyku Zofia Werner z malutką Halą, później Więckowską

zamysłu. Nie rozstrzyga to jednak definitywnie kwestii, która z tych pań formułę ustanowiła. Na pewno nie była to Zofia Aniela, która miała wówczas jeszcze bardzo dziecinny rozumek. Natomiast jej mama Helena, Haluchną a potem Babusią zwana oraz babcia Zofia Zuzanna formułę świadomie stosowały. Za autorstwem Zofii Zuzanny przemawia jej wcześniejsza pozycja w łańcuszku pokoleń. Natomiast wysoką rangę tradycji Przekładańca nadała niewątpliwie Babusia Helena. To zapewne Ona zaaranżowała zamieszczone obok drugie zdjęcie czterech pokoleń. To Ona pielęgnowała starannie rodzinne kontakty międzypokoleniowe, a swą rozległa wiedzę o spokrewnionych i spowinowaconych rodzinach przekazała młodszemu o pokolenie historykowi Stanisławowi Łozie, ten zaś wykorzystał tą wiedzę pisząc książkę „Rodziny polskie pochodzenia cudzoziemskiego osiadłe w Warszawie i okolicach”.

Potomkinie mojej babci Zofii Anieli żywo reagowały na moje pisanie. „Bij, ale śpiewaj”, spieranie pieluszek, „pawik” Stasia, żołnierz Joanna d’Arc – to są cenne drobiazgi które mi podesłały podczas pisania. Bo Przekładaniec to tradycja dotycząca nie tylko siedmiu opisanych pań. Ona promieniuje na całą rodzinę i okolice. A opisałem ją jak umiałem, by promieniowała jak najszerzej. No i jest jeszcze kwestia ewentualnej kontynuacji , która wypłynęła przy okazji drugiego imienia rozpoczynającej „Przekładaniec” Zofii Janickiej. W książce „Korzenie” występuje ona wyłącznie jako Zofia. Na rewersie simmlerowskiego (prawdopodobnie) portretu Mama Hala nazwała ja Zofią Aleksandrą. Natomiast na opracowanym przez Mamę arkuszu z genealogią Malczów oraz na rewersie akwarelowego portretu jej brata – Karola Malcza, Mama napisała „Aleksandryna”. Czyli w źródłach dwa do jednego dla Aleksandryny, które to imię prezentuje się też jakby dostojniej i oryginalniej. Co więcej, Ola Winiarska, która po Mamie Hali via Mama Ania odziedziczyła wzmiankowany portret Zofii oraz zamieszczone powyżej zdjęcia „czterech pokoleń”, przesyłając mi ich fotoreprodukcje oraz fotki Obserwatorium, kamienicy Fukierów, Pałacu Ostrogskich oraz wieży ciśnień, odpowiedziała na moje rozterki: „no niech już będzie ta Aleksandryna”. Patrzę ja na ten mail od Aleksandry, która łaskawie przystaje na wybór „Aleksandryny” i uprzytamniam sobie, że Oleńka jest córką Ani – jedynej zamężnej córki Mamy Hali, czyli jej najstarszą wnuczką po kądzieli. Jest jednocześnie po mieczu wnuczką Jadwigi oraz matką Jagody Anny (jej zdjęcie pozwoliłem sobie zamieścić na winiecie) której drugą prababką, ze strony Taty, była również Jadwiga. Czyżby więc przekładaniec, po małym zawirowaniu formalnym, miał się kontynuować w nowych kolorach? I teraz już wiecie, dlaczego Wujtek (skrót od „Wujek Wojtek”, wymyślony przez moje kochane a oszczędne w słowach siostrzenice) zdecydował się na Zofię Aleksandrę.

(foto: z archiwum Rodziny Autora)

Wojciech Więckowski
Współpracownik Podlaskiej Redakcji Seniora Białystok

Post Author: Redakcja Białystok