Ludzie mówią i przysięgają…

Jest jakaś magia w składaniu przysiąg, ślubowań, przyrzeczeń. Składają je, oprócz nowożeńców, prezydent, nowi posłowie, ministrowie, księża, żołnierze, harcerze, pierwszoklasiści. Problem jest z ich dotrzymaniem i odpowiedzialnością za dane słowo.

Uczestniczyłam  niedawno w ślubie młodziutkich nowożeńców. Jakże szczerze i ochotnie składali oni sobie wzajemną przysięgę, że „nie opuszczę ciebie aż do śmierci”. Ich zauroczenie sobą i przekonanie o miłości do grobowej deski zderzało się z nawarstwionym przez lata doświadczeniem par legitymujących się wieloletnim stażem małżeńskim.

Ten wyśniony, wymarzony na ślubnym kobiercu… Bo ja wiem… Tego kwiatu pół światu. Ludzie mówią, że jak się ożeni, to się odmieni. Ludzie mówią, że człowiek się zmienia co siedem lat. Ludzie mówią, że miłość wyfruwa przez okno, gdy bieda zapuka do drzwi. To tylko bajki kończą się obiecującym: „w końcu pobrali się, a potem żyli długo i szczęśliwie”. Tylko o tym „potem” już nie pisze się bajek. Raczej komedie, a nawet tragedie. Mogę sobie wyobrazić życie Izabeli Łęckiej i Wokulskiego po ślubie! Albo Papkina z Klarą.
Są racje serca i racje doświadczenia. Z pewnością cudze doświadczenia nie są zaraźliwe. Na szczęście.
Dla wielu świętość złożonej ślubnej przysięgi jest obowiązująca na zawsze. Innym lęk przed grzechem krzywoprzysięstwa każe trwać w upiornym związku nienawiści i tragicznych zdarzeń, bo „zupa była za słona”. Jeszcze inni, chcąc coś naprawić w swoim nieudanym życiu, decydują się na rozwód z całymi jego konsekwencjami. Sama do trzydziestego piątego roku życia w różnych zapętlonych sytuacjach życiowych groziłam mężowi rozwodem. Ucichłam, gdy wyślepiłam w jego oczach błysk radosnej nadziei i gdy realnie już zaczęłam oceniać szanse „kobiety po przejściach” w balzakowskim wieku.

Pamiętam też szok wywołany uświadomieniem sobie popełnienia obrzydliwego grzechu krzywoprzysięstwa. Otóż w końcówce podstawówki ksiądz podsunął nam z okazji bierzmowania do podpisu przysięgę, iż do osiemnastego roku życia nie weźmiemy do ust alkoholu. Składana w dobrej wierze przysięga po czterech latach wyparowała z pamięci, a czczenie osiemnastych urodzin rówieśników stało się obowiązkowym zwyczajem. Niestety i nam, którzy na swoją pełnoletniość musieliśmy poczekać jeszcze parę miesięcy, zdarzyło się uczcić kolegę namoczeniem dzioba w lampce wina, szampana, czy w piwie.
Pamiętam przerażenie i wstyd, obgryzione do mięsa paznokcie, wychodzenie z kolejki do konfesjonału i stawanie znów na końcu, by odwlec chwilę wyznania straszliwego grzechu. Dodatkowo strach wzmagała odbyta edukacja literacka na poziomie licealnym i obijająca się po mózgownicy pogróżka wieszcza Adama: „Wszak kto przysięgę naruszy, ach biada jemu, za życia biada! I biada jego złej duszy!”

Problem  niedotrzymanego przyrzeczenia ma aspekt religijny, moralny, psychologiczny, społeczny, polityczny wreszcie. Wart jest natychmiastowej i powszechnej refleksji. Wszak niebawem zarzucą nas obietnicami, przyrzeczeniami i programami wyborczymi całe rzesze przyszłych samorządowców. Będą nas agitować i kokietować na spotkaniach wyborczych, reklamować swoje zasługi i garnitury, umiejętności i krawaty, zaangażowanie i szczere oblicza. Obiecywać wszystko, co najlepsze, a nierealne – dla gminy i rodziny. Najcelniej trafią w nasze potrzeby materialne, zdrowotne, oświatowe, drogowe, mieszkaniowe, kulturalne.    I przestępczość powstrzymają, i obyczaje naprawią, i spokój zapewnią, i powiat uświetnią i województwo uszlachetnią. Nie pominą bezrobotnych, bezdomnych, bezdzietnych ani wielodzietnych. Zasypią nasze skrzynki pocztowe ulotkami z obietnicami wyborczymi, wedrą się do lokalnych mediów, przyatakuja nasze oczy, uszy, serca, umysły, wrażliwość. Wielu wyłudzi wreszcie nasz głos poparcia, osiągnie upragniony mandat i…. zapomni o przedwyborczych obiecankach – cacankach.
Pobić takiego się nie da, jak niewiernego małżonka. Rozwód nie wchodzi w grę. Odwołać nieudacznika – zawiła procedura. Będziemy mu płacić wysokie alimenty do końca czteroletniej kadencji. Nie liczcie też szanowni wyborcy, że taki obgryzie sobie pazury w kolejce do konfesjonału ze wstydu, że nie dotrzymał przyrzeczeń.

Albo agitowany zewsząd elektorat wysili swoją inteligencję oraz spostrzegawczość i wybierze istotnie najlepszych, najuczciwszych i niezawodnych, albo będzie się zataczać psychicznie i mieć zgagę. Ludzie powiadają, że widziały gały, co brały. Ludzie mówią, że gdzie będzie koryto, tam znajdą się świnie.  A czegóż to ludzie nie plotą po szkodzie.

(foto: pixabay)

Regina Skórkiewicz
Podlaska Redakcja Seniora w Suwałkach

Post Author: Redakcja Suwałki

1 thought on “Ludzie mówią i przysięgają…

    Wojciech Więckowski

    (15 czerwca 2018 - 08:28)

    Doskonale napisane – ostrym piórem i w szerokiej perspektywie. Ździebko mi brakuje wskazówki, co w tej sytuacji robić. Ja bym tych obiecywaczy pytał, komu dotychczas pomogli oraz co udało im się zorganizować – czy to na niwie publicznej czy prywatnej. A potem to sprawdził. Wymaga to ciut (albo i dwa ciuty) wysiłku, ale bez wysiłku mamy to, co mamy.
    Wojtek Więckowski

Komentarze są wyłączone.