Polki Niepodległe. Przekładaniec bez lukru – opowiadanie drugie

Ucieszyła mnie bardzo wiadomość, że w konkursie „Srebro nie Złoto” wprowadzono w roku świętowania setnej rocznicy odzyskania niepodległości kategorię „Polka Niepodległa”. Bowiem mało komu określenie „niepodległość”, wiązane zazwyczaj z pojęciami takimi jak Ojczyzna, Naród czy Państwo, kojarzy się z pojedynczymi osobami. A organizatorom konkursu się kojarzy. I mnie też. Powiem więcej: uważam, ze niepodległe państwo może być utworzone tylko przez ludzi, którzy sobie wywalczyli, wypracowali niepodległość osobistą. A taka walka, taka praca trwa latami. Jeśli zatem do budowy II Rzeczpospolitej Polki przystąpiły wyposażone w prawa wyborcze, jeśli w III Rzeczpospolitej sprawowały najwyższe urzędy państwowe, to chyba warto tej ich walce, pracy i narastającej samoświadomości przyjrzeć się nieco bliżej, co poniżej staram się uczynić.
Wojciech Więckowski

Helena z Janickich Fukier ze swoją prawnuczką

 

Helena Teofilowa (1826 -1890)

 

– Piękny toast – rzekł do redaktora Wincenty Norblin, gdy w ślad za oratorem opróżnili kielichy.

– Żeby jeszcze nie był po łacinie*, to bym zrozumiał, o co chodzi – redaktor „Tygodnika Ilustrowanego” już się zastanawiał, skąd wziąć tłumaczenie.

– Cichaj pan, Fukier responsuje.

– Słyszę, też po łacinie!

Panowie zamilkli, zaś Teofil Florian Fukier – sędzia Trybunału Handlowego, radca Banku Polskiego oraz starszy Zgromadzenia Kupców Warszawskich – płynną łaciną podziękował za toast, po czym objaśnił zebranych, że nie w intencji jego zdrowia dzisiejszy koncert został zorganizowany, lecz ku pomnożeniu funduszy Towarzystwa Wspierania Artystów Muzycznych, którego ma zaszczyt być kasjerem, tudzież zebraniu deklaracji kapitałowych na utworzenie Instytutu Muzycznego Warszawskiego.

Redaktor odetchnął z ulga, gdy pan Teofil przekazał głos swej małżonce, przedstawiając ją jako organizatorkę i gospodynię wieczoru.

– Szanowni Państwo – zagaiła po polsku pani Helena – z radością wielką i wzruszeniem ogromnem pragnę powitać wykonawców dzisiejszego koncertu: światowej sławy skrzypka, maestro Apolinarego Kątskiego, któremu na pianoforte towarzyszyć będzie jego córka Wanda.

Muzycy, obdarzeni brawami, skłonili się uprzejmie i odprowadzeni przez pannę Zofię, najstarszą córkę gospodarzy, oddalili celem przygotowania do koncertu. Goście, porzuciwszy kielichy i przekąski przechodzili powoli do obszernego salonu. Salon ów poprzez otwarcie wieloskrzydłowych drzwi powiększono na okoliczność koncertu o przepysznie wyposażoną bibliotekę.

– Popatrz no, redaktorze – pan Wincenty, sadowiąc się na krześle, wiódł oczyma za panią Teofilową, do której podbiegł z sześć lat liczący chłopczyk – ta niewiasta, sześcioro dziatek chowając, ma jeszcze głowę, by salon muzyczny z takim rozmachem prowadzić!

– Żeby tylko! Dziennikarskiej roboty się ima. Relacje od brata, któren budowie Mostu Kierbedzia szefuje, do redakcji przekazuje**.

Panowie przerwali konwersację, bo młodziutki Fukier, jedną ręką trzymając się mamy, drugą wymachiwał srebrnym dzwonkiem ku publiczności uciszeniu.

– Szanowni Państwo – pani Helena odczekała chwilę aż gwar się uciszy – maestro Apolinary, dzięki zdolnościom wrodzonym tudzież naukom pobieranym w Paryżu od samego Nicolo Paganiniego, jest muzykiem owacyjnie witanym przez publiczność całej Europy. Jeszcze do roku ubiegłego nadwornym był solistą w Petersburgu.

Pałac Ostrogskich w 1858 roku stał się siedzibą Warszawskiego Instytutu Muzycznego, zwanego powszechnie „Konserwatorium”, uroczyście otwartą 26.01.1861. Obecnie siedziba Towarzystwa im. Fryderyka Chopina

Powróciwszy do Warszawy zajął się z całym impetem, właściwym jego naturze, tworzeniem Instytutu Muzycznego w naszym mieście. Właśnie powrócił z tournée po Polsce oraz Rosji, w czasie którego zbierał fundusze na organizację uczelni. W jego zacnym dziele pomocne mu niewątpliwie będą liczne koneksje, jakie sobie w rządowych sferach Petersburga wyrobił. Jednakże koneksje nie wystarczą, potrzebny jest kapitał. Zatem po koncercie miłym nam będzie odebrać od Państwa deklaracje kapitałowe na ten zacny cel. Tym zacniejszy, że Postanowienie Rządowe podjęte w ubiegłym – 1859 – roku stanowi, iż językiem wykładowym w Instytucie będzie język polski, co sprawi, że będzie ów Instytut chlubnym wyjątkiem pośród wszystkich szkół wyższych Królestwa.

– No to przyznać trzeba, że moment trafili wyborny – wyraził swe uznanie redaktor – gdyby feldmarszałkowi Paskiewiczowi nie zmarło się cztery lata temu, to o Instytucie nie byłoby co marzyć, że o wykładaniu po polsku nie wspomnę.

– Skoro taka okazja, trzeba będzie do firmowych zasobów sięgnąć. Zwłaszcza, że gospodarz już dobry przykład dał.

– No, chyba po tym, jak na Wszechrosyjskiej Wystawie wasze platery medal otrzymały, na brak gotówki szanowny pan narzekać nie powinien!

– Chwalić Boga, rosyjski rynek chłonny jest.

– Rad byłbym, gdyby szanowny pan czytelnikom „Tygodnika” coś o tym opowiedział.

– To widzę, pan nie z muzycznej ciekawości, a zawodowo tu przyszedłeś.

Odpowiedź redaktora zagłuszyły brawa witające wychodzących do koncertu artystów. Niemniej wiele mówił wzrok jego podążający za, wprowadzającą muzyków, panną Zofią. Czy coś z tego zapatrzenia wynikło, czy też nie wynikło, cierpliwy czytelnik dowie się niebawem.

(foto: Aleksandra Winiarska)

__________

* W powyższym opowiadaniu, prawdę historyczną podałem pogrubionym drukiem, zaś fabułkę uplotłem z kontekstów epoki.

** W „Tygodniku Ilustrowanym” z dnia 25 lutego 1865 roku pod tytułem „Znad Kanału Sueskiego” ukazała się korespondencja Stanisława Janickiego kierującego tymi pracami. Wydaje mi się prawdopodobnym, że Helena pośredniczyła w jej przekazaniu.


Wojciech Więckowski
Współpracownik Podlaskiej Redakcji Seniora

Post Author: Redakcja Białystok