Wykluczeni



                                                                                Tym, którzy mają mniej, należy się więcej

Autor nieznany

Dużo się ostatnio mówi o przeciwdziałaniu wykluczeniu społecznemu. A także o empatii, dbaniu o siebie nawzajem, o zrozumieniu drugiego człowieka i jego odmiennych potrzeb. Choć głos zagrożonych wykluczeniem staje się coraz donośniejszy, to wciąż jeszcze dzielą nas rozmaite bariery. Jak długo jeszcze?

ludzie

Oto zawieruszyło mi się gdzieś roczne rozliczenie poboru energii cieplnej za miniony sezon grzewczy. Ponieważ spowodowało to zmianę kwoty opłat miesięcznych, dzwonię do swojej spółdzielni mieszkaniowej. Bardzo długo nikt nie odbiera telefonu, a wreszcie słyszę opryskliwe: „Słucham”. Po wyłożeniu sprawy przeze mnie niemiły głos w słuchawce doradza: „Proszę przyjść do biura”. Mam wrażenie, że jestem intruzem i w tym momencie bardzo w czymś przeszkadzam. A przecież pracownicy administracyjni w różnych instytucjach od tego są, by pomagać interesantom. Ponieważ pójście do owego biura jest dla mnie dużym wyzwaniem, pokornie proszę o udzielenie informacji telefonicznie, ile mam zapłacić. Zasugerowano mi łaskawie, abym zadzwoniła do „czynszów”. Wyszukuję więc stosowny numer, dzwonię. Tutaj pani nie robi żadnego problemu, podaje kwotę, ja natychmiast wykonuję przelew. Można? Można! Wystarczy odrobina dobrej woli.

kratka ściekowa

Co nie stanowi problemu dla przeciętnego mieszkańca, dla innego może być barierą nie do pokonania. W przypadku niepełnosprawności oraz starości i związanej z nią niedołężności każdy schodek czasem bywa nie do pokonania. Przy moim bloku przez pół roku trwał remont. Wymiana instalacji ciepłowniczej, rozległe i głębokie wykopy, usuwanie starej nawierzchni, a potem wykładanie kostką podwórka-parkingu. Zlikwidowano „moją” ławeczkę, na której codziennie siadałam, kiedy wychodziłam z psem. Trudno, choć stać ani chodzić nie dam rady. Gorzej, że każde drzewko, zaułek, dróżkę do śmietnika i schodki do drzwi, wszystko otoczono krawężnikiem. Dość wysokim. Trochę estetyki otoczeniu może i dodano, ale ileż problemów niektórym dołożono! Czy ktoś pomyślał, jak poradzą sobie z tym osoby nie w pełni sprawne?

Blok jest w większości zamieszkały przez osoby starsze. Przy drzwiach zewnętrznych, wcześniej z długim, szerokim i łagodnym podejściem, teraz ułożono coś na kształt schodków z wysokim krawężnikiem. Dotarcie do własnego mieszkania jest niczym droga na Golgotę… Zrobiono to w ostatniej chwili, w jakiś weekend, nawet protestować nie było kiedy. Zresztą na nic by się to nie zdało, takie akurat rozwiązanie przyjęto, jacyś inżynierowie je zatwierdzili zgodnie z obowiązującymi normami. Tylko dla kogo te normy? Na pewno nie dla wszystkich. Sama z bólem wykonuję każdy krok, ale i obserwuję inne niesprawne osoby, jak z trudem przekraczają te przeszkody. 

schody

Bariery architektoniczne są wszechobecne, choć niewidoczne dla tych, których nie dotyczą. Aby dotrzeć do bankomatu w najbliższym oddziale mojego banku, trzeba pokonać wiele schodków. Jednak największy dramat przeżywam, gdy wybieram się do naszego białostockiego teatru – nomen omen – dramatycznego. Strach ogarnia, gdy spojrzy się w górę! Jak pokonać taką ilość schodów. Brakuje mi przy nich barierek. Jakiegokolwiek oparcia, uchwytu. Czy nikt naprawdę nie rozumie, że niesprawni ludzie pokonują schody podciągając się, uchwyciwszy się poręczy. Brak poręczy woła o pomstę do nieba. Wystarczyłoby tak niewiele, by życie wielu osób uczynić znośnym. 

Ludzie niepełnosprawni, starzy i chorzy nie są obywatelami drugiej kategorii. Nie wolno pozbawiać ich dostępu do podstawowych dóbr kultury. Ale bariery takie są powszechne w sklepikach, budynkach poczty, w urzędach, aptekach, a nawet w placówkach ochrony zdrowia czy przy wejściu do świątyń. Przykładów jest tak wiele, że nie sposób wszystkich wymienić.

Nie należę do osób narzekających na wszystko. Wręcz przeciwnie, niedawno miałam okazję pisać o życzliwości białostoczan. Przed kilkoma dniami gościłam u siebie ankieterkę i ogólnie pozytywnie wypowiadałam się o naszym mieście. Jednak kiedy codzienne życie staje coraz trudniejsze, rodzi się smutna refleksja, dotycząca braku zrozumienia, empatii i dobrej woli osób za to odpowiedzialnych. Czy we władzach miejskich są urzędnicy odpowiedzialni za takie sprawy? Powinni  zadbać o potrzeby tych, którzy mają trudniej, bo inaczej wielu ludzi wyklucza się z dostępu do podstawowych dóbr. Przecież nie o to nam chodzi. Czyż każda wspólnota nie powinna dbać jednakowo o wszystkich swoich członków?

(foto: pixabay)

Jadwiga Zgliszewska
Podlaska Redakcja Seniora Białystok

.



Post Author: Redakcja Białystok

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.